Dziś nadszedł setny dzień odkąd opuściliśmy nasze mieszkanie we Wrocławiu. Doliczając 136 dni wiosennej Francji, to już jesteśmy w kamperze 236 dni. Na dzisiejsze przedpołudnie mamy w planach przylądek Papôa. Przeparkowaliśmy się bliżej tego miejsca, stało tu kilka kamperów ale dwa zwróciły naszą szczególną uwagę. Różne już rzeczy widzieliśmy, ale to co dziś zobaczyliśmy, to trudno nam było sobie wyobrazić by jeździć kamperem ze świnią.


Idąc na przylądek mieliśmy jeszcze po drodze Forte da Luz. To fortyfikacja wojskowa, utworzona w XVII wieku, fort funkcjonował aż do XIX wieku. Obecnie znajduje się on w ruinie. Po drodze do fortu można też zobaczyć typowy portugalski wiatrak.









Przylądek Papôa oferuje spektakularne widoki i fajny szlak prowadzący na sam koniec cypla. Mostki, kładki i schodki umożliwiają pokonanie trudnego terenu, urozmaicając jednocześnie spacer. Szkoda tylko, że dziś słońce nie za bardzo współpracowało. Po miesiącu słonecznej pogody dziś pierwszy pochmurny dzień. Chmury te mają przynieść w niedzielę burze, ale i ocieplenie.



































Po wycieczce przeparkowaliśmy się bliżej centrum Peniche i udaliśmy się na zwiedzanie miasteczka. Peniche i morze są nierozłączne. Jest to jeden z największych tradycyjnych portów rybackich w Portugalii i wielki atlantycki ośrodek działalności morskiej i turystycznej. Oprócz Sanktuarium Matki Bożej Uzdrawiającej, kościołów San Pedro i Misericordia, wyróżnia się tu Fort Peniche, zbudowany w XVI-XVII wieku w celu obrony wybrzeża w połączeniu z fortem na plaży Consolação i fortem na wyspie Berlengas. Odgrywał ważną rolę w różnych momentach historii Portugalii, ale jego najnowszym wkładem była rola więzienia politycznego podczas Estado Novo, w którym przetrzymywano niektóre z najważniejszych osobistości publicznych ruchu oporu wobec reżimu.





































W Peniche zostaliśmy też na nocleg.






Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
