Po ostatnim rosołku zostało trochę mięska i rosołku, Kasia zrobiła z niego galaretę, wersję dla mięsożerców, czyli sam wywar i mięso. To już druga na wyjeździe ale do poprzedniej nie udało nam sie kupić normalnego octu, a z winnym jakoś tak nie smakowało po polsku. Jakiś czas temu, jeszcze w Portugalii udało nam się kupić prawdziwy ocet, co prawda nie Polski tylko ukraiński, ale taki nasz, tradycyjny. Dziś więc galareta z takim octem smakowała tak jak powinna.


Po śniadaniu chwila prawdy z samochodem, odpalił i błąd już się nie wyświetla, możemy jechać dalej. Mamy zamiar wyjechać z Kordoby i znaleźć jakieś miejsce na spokojną pracę, bo zbliża się 20sty i faktury się zagęszczają. Miejsce takie znajdujemy na skraju wioski Pedro Abad. Nawet fajnie, mamy serwis kampera, kot ma gdzie się wybiegać, trochę blisko autostrady, ale wewnątrz jej nie słychać. Na zewnątrz raczej nie posiedzimy, bo w Hiszpanii cały czas pada. Wczoraj mieliśmy tylko jeden dzień słońca a dziś z powrotem mieszanka pogodowa, choć dziś z przewagą na słońce.




Zanim zabraliśmy się za pracę, to szybki spacerek po wiosce. Kilka ładnych i zadbanych uliczek, trzy kościoły i meczet. Trafiliśmy nawet otwarty sklepik, więc dokupiliśmy pieczywo, a w miejscowym barze usiedliśmy na jedno piwko i winko.





















Po spacerze już tylko praca z przerwą na obiad. Pogoda nawet wytrzymała i dopiero wieczorem zaczęło padać. Hiszpania coraz bardziej przypomina jakiś Wietnam, a sady oliwkowe pola ryżowe. Wszędzie już stoi woda, rzeki wylewają, dlatego też miejsca na nocleg wybieramy z rozwagą, by się rano nie obudzić w wodzie. Musimy jeszcze wytrzymać tydzień takich kaprysów pogodowych, potem ma wrócić pogoda żyletka.



Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Do meduzy z lornetą doskonale pasuje ocet spirytusowy spokrewniony z lornetą. 🙂