W sumie, to dziś był dzień techniczny. Od rana zlewa i tak ma być przez cały dzień i kilka kolejnych. Robi się tu też trochę niebezpiecznie, alerty powodziowe, pozalewane pola, wszędzie stoi woda, a małe strumienie zamieniają się w rwące rzeki. Zapada decyzja by przeskoczyć 170 km na północ do regionu La Mancha. Co prawda tam też rewelacji nie ma, ale prognozy dla tego regionu są dużo lepsze. Przecinamy góry Sierra de Andújar i wjeżdżamy do krainy Don Kichota.
Wielkie znaczenie dla gospodarki regionu ma turystyka, a zwłaszcza liczne zabytki Toledo. Do atrakcji zalicza się też jaskinię Montesinos, gdzie podobno wypoczywał słynny Don Kichot, a która dzisiaj słynie z tego, że jest największym w Hiszpanii siedliskiem nietoperzy. Inną atrakcją turystyczna są słynne wiatraki z okolic miasteczka Consuegra. Te niewielkie, okrągłe, na biało tynkowane i w większości dzisiaj już nieczynne wiatraki to bohaterowie słynnej powieści Cervantesa. Legenda Don Kichota przyciąga turystów, a w El Toboso mieszkała Dulcynea, ukochana Don Kichota.
Ale to za kilka dni, dziś postanawiamy zrobić pranie, bo skrzynia z brudkami już pełna. Zatrzymujemy się w Valdepeñas, mieście słynącym z produkcji wina. Mamy tu kamperpark w pobliżu centrum handlowego z pralnią. Trochę się tego nazbierało, wiec pranie i suszenia zajęło nam sporo czasu, akcja zakończyła się przed 15-stą.





Warto by było powalczyć też z kamperem, bo trudności z zapalaniem nie rokują dobrze na przyszłość. W sąsiedztwie jest kilka warsztatów, wiec czekam aż zakończą sjestę i idę na obchód. Od kilku się odbijam, bo zarobieni i nie mają czasu, w końcu jeden się zgadza, żebym podjechał. Wbijamy na warsztat, sprawdzają co się dzieje, to jednak nie problem z masą, czy rozrusznikiem, bo to jest ok. Sugerują problem z kodowaniem kluczyka. Za sprawdzenie nie pobierają opłaty, a ja przynajmniej wiem, że to co podejrzewałem nie stanowi problemu. Wracamy na parking i dzwonię do Grześka, nadwornego mechanika. On jednak obstawia, że to kostka stacyjki, choć kodowania kluczyka też nie wyklucza. Kostka mnie bardziej przekonuje, bo problem z odpalaniem na zrobił się nagle, tylko były tego symptomy. Najpierw sporadyczne problemy z uruchomieniem rozrusznika, które z dnia na dzień narastały, co by może świadczyć, że styki na kostce coraz bardziej się wypalają. Jest coraz gorzej, bo rozrusznik zaskakuje już po 6-7 przekręceniach kluczyka, więc za chwilę może zdechnąć całkiem.
Plan jest więc taki, jutro wracam do warsztatu i proszę o zamówienie kostki, jak przyjdzie to albo sam wymienię, a jak będą mieli chwilę, to niech to od razu zrobią. Nie jest to duży koszt, bo kostka kosztuje w okolicach 20€. Jak to nie pomoże, to pod Madrytem znalazłem warsztat, który specjalizuje się kodowaniu kluczyków, naprawie centralek, więc wtedy udamy się tam.
I tak zleciał prawie cały dzień. Kasia za bardzo nie miała czasu popracować, więc nawet dobrze jak tu zostaniemy jeden dzień w oczekiwaniu na część. Doszedł nam nowy klient, więc pracy zrobiło się sporo, bo trzeba u niego poprawić jeszcze zeszły rok, ale fajnie, bo to dodatkowe parę groszy co miesiąc, a życie w podróży nie jest tanie.
Ja już miałem tak beret zryty naprawą kampera, że jakoś nie mogłem się skupić na pracy, więc wieczorem pokleiłem trochę mój niszczyciel. Fajnie to odpręża.






Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
