Tego dnia śniadanie serwowałem ja. Jajecznica na kiełbasie z 20 jaj i cała ekipa najedzona. Powoli zbieramy się z biwaku, jeszcze tylko jedna atrakcja i nasi przyjaciele za chwilę rozjadą się do domów.






Ostatnim punktem programu był sanocki skansen. To jeden z fajniejszych i większych w Polsce. Jest naprawdę tu co zobaczyć, a co jakiś czas przybywają nowe obiekty, więc i dla nas było trochę nowości. Po zakończeniu zwiedzania jeszcze obiad w karczmie z daniami z epoki i nastał czas rozstania. Ostatni zlotowicze ruszyli do swoich domów, a my z powrotem w Bieszczady.

















































































































Z Sanoka przyjechaliśmy pod wiatkę w Jabłonkach. Teraz będzie kilka dni odpoczynku, ale najpierw trzeba nadgonić zaległości w blogu, więc całe popołudnie opisywałem ostatnie dni, bo w czasie zlotu nie było na to czasu. Kasia natomiast mogła w końcu poczytać książkę.




Wieczorem na sąsiednim parkingu wylądowały jakieś zielone ludziki i uczyły się musztry. Nie wiem co to za formacja, ale bardzo słabo im to szło 😉


Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
