Jutro już ruszamy na zachód, normalnie można by było powiedzieć do domu, gdyby ten nie był wynajęty. Generalnie jednak w piątek rano zameldujemy się we Wrocławiu. Stacjonować będziemy gdzieś w okolicach, ale musimy załatwić kilka spraw na miejscu, więc będziemy się tu kręcić około miesiąca. Na początku października, jak wszystko ogarniemy, chcemy ruszyć na kolejny długi, zimowy trip. Będzie więc okazja spotkać się ze znajomymi.
Tymczasem w Beskidzie Sądeckim w końcu spadł deszcz. Padało całą noc, a od rana z tarasu mogliśmy podziwiać spektakl chmur i mgieł. Brzozy już się powoli złocą, ostatni dzień sierpnia już nie przypomina lata. Pocieszymy się chwilę polską złota jesienią, grzybami, ale zimowe atrakcje sobie odpuścimy 😉









Kasia niepogodę wykorzystała na pranie i zrobienie zapasów żywnościowych na wyjazd. Razem z Leszkiem zrobili smarowidło na podgardlu i łopatce, które wylądowało w słoikach. Na kuchni dusił się tez gulasz wołowy, który zamrożony pojedzie z nami gdzieś na południe Europy. Ja zrobiłem porządki w komputerze, zarchiwizowałem GB zdjęć z ostatnich wojaży.
Już jutro będzie trzeba się pożegnać ze swojskimi pysznymi pomidorami, ogórkami i innymi pysznościami, które jeszcze zdobią przydomowy ogród.











Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
