Druga doba i kota nie ma. Cały dzień na zmianę jej szukaliśmy. Kasia zapukała do każdych drzwi z właścicielami zaglądała do garaży, piwnic i szop. Zero efektów. Po południu ktoś twierdził, że ją widział w jednym końcu wsi, potem ktoś, że w drugim. Ale to były podobne koty, nie Parchatka. Zresztą jak by jej się nic nie stało, czy by nie została gdzieś zamknięta, to już by dawno wróciła. Kasia jeszcze ma nadzieję, ja już raczej nie. W każdym bądź razie nastroje mamy kiepskie, bo bardzo ją pokochaliśmy.



Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
