W nocy, ani rano Parchatka nie wróciła 🙁 Powoli żegnaliśmy naszych nowych znajomych, z którymi wczoraj spędziliśmy wieczór, gdy pod wiatę zajechała Vitara. W pierwszej chwili myślałem, ze to nasz kolega leśniczy z sąsiedniego leśnictwa, bo jeździ takim autkiem, ale nie, to inny kolega z Sanoka, który wyczaił na fejsie gdzie jesteśmy i przyjechał nas odwiedzić. W sumie nie widzieliśmy się 10 lat. W 2015 roku ostatni raz, wtedy Łukasz pojechał z nami do Rumunii, wcześniej był wspólny wyjazd na Bałkany, fajne to były czasy. Łukasz miał jeszcze wyskoczyć w góry, ale pomruki burzy go zniechęciły i przegadaliśmy pół dnia.


Zjedliśmy na szybko flaki ze słoika i rozpoczęliśmy poszukiwania kota. Ja poszedłem drogą kilka kilometrów w jedną jak i w drugą stronę, sprawdzić czy nie potrącił ją jakiś samochód, na szczęście nie. Jak wróciłem Kasia poszła do wioski, pytać się czy nikt jej nie widział i zostawiała telefon, gdyby ktoś ją zobaczył. Na szczęście w Jabłonkach jest tylko kilka domów, więc można prawie wszystkich obejść. Niestety nikt nie widział Parchatki. Jest tu też sporo kotów, może było jakieś spięcie, gdzieś ja pogoniły i się schowała. Może w nocy wróci? Jest też opcja, że ktoś ją gdzieś przypadkowo zamknął w jakieś szopie czy garażu. Stoimy też w Bieszczadzkiej głuszy i mogło też się stać najgorsze czyli spotkanie z jakimś drapieżnikiem. Wygląda na to, że musimy tu zostać jeszcze kilka dni i oprócz poszukiwań mieć nadzieję, że jednak wróci 🙁



Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
