Dzień 515 – Kierunek Monemwasia

Choć z rana wydawało się, że będzie pogodnie, to jednak prognozy miały inne zdanie i dziś czekał nas dzień w kratkę. Słońce, deszcz, słońce, wiatr, deszcz, słońce.


Postanowiliśmy ten dzień przeznaczyć na sprawy techniczne i przeloty. W Leonidio mamy samoobsługową pralnię, więc warto to wykorzystać, tym bardziej, że jest z wygodnym parkingiem. Obiekt jak na Grecję wypasiony. Duże pomieszczenie, stoły a nawet prysznice. Ciuchy ładnie uprane, ale suszarki to porażka. Suszenie zajęło nam przeszło godzinę i pochłonęło 14€.


Gorszą aurę wykorzystamy też na dłuższy przelot. Naszym następnym celem jest Monemwasia i mamy tam 80 km, ale przez dosyć wysokie góry. Mozolne długie podjazdy na drugim biegu i setki ostrych i ciasnych zakrętów. Początkowo pada deszcz i jedziemy w chmurach, by po chwili znaleźć się w słońcu. Nawet przez chwilę rozważaliśmy biwak w górach, bo miejsc tu od groma fajnych, ale pomimo słońca, wysoko było tylko 8 stopni ciepła. Koty też nie były by tu bezpieczne, bo w takich miejscach jest dużo szakali. Choć żywią się one głównie padliną, to kotem nie pogardzą.

Po kilku godzinach jazdy ukazała się w końcu Monemwasia. Zatrzymaliśmy się w jednym miejscu z zamiarem biwaku, ale było trochę za blisko drogi na wypuszczenie kotów, a skoro mają siedzieć w kamperze, to podjedziemy bliżej miasteczka.

Finalnie zaparkowaliśmy w marinie w Gefira, gdzie mamy widok na Monemwasia, którą jutro odwiedzimy. Byliśmy tu 8 lat temu, ale w lipcu podczas upałów. Było tak gorąco, że na wejście na wierzchołek skały nie było szans. Teraz chcemy to naprawić, bo pewnie trzeci raz już tu nie przyjedziemy 😉


Rano wyciągnęliśmy z zamrażalnika surową, białą kiełbasę, którą udało nam się kupić ostatnio w polskim sklepie. Żurek chodził za nami już od dawna i właśnie nas dogonił. Powiem wam, że byliśmy miło zaskoczeni, kiełbasa była wyśmienita, w Polsce ciężko kupić tak dobrą.


Po obiadku praca, miała być do wieczora, ale odezwał się Darek z pytaniem gdzie jesteśmy. Okazało się, że są 14 km od nas, więc za godzinę dojechali i wieczór spędziliśmy przy Tsipouro 😉


No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.