Wschód słońca dosyć zjawiskowy, ale tylko przez chwilę, bo szybko niebo przykryły chmury.




Nadal wieje zimny wiatr z północy, więc siedzimy w kamperze. Tak naprawdę został tydzień do wyjazdu z Polski, więc robimy ostatnie zakupy przez internet, by odebrać paczki przed wyjazdem. Jakiś spacerek po drewno, ptactwo zaskroniec, zupka i sjesta. Tylko zupka, bo czekamy na znajomych i będzie grill wieczorem.






Magda z Krzyśkiem dają sygnał, że ruszają z Wrocławia, można odpalać ognisko i robić żar na grilla.



Po godzince meldują się na miejscu, siadamy przy ognisku i cieszymy się spotkaniem. Tak naprawdę nie imprezowaliśmy od roku, nie licząc szybkiego spotkania przy kawie, po naszym powrocie z Hiszpanii. Jest więc o czym rozmawiać, co opowiadać i nie wiadomo kiedy mija północ. Na szczęście wieczorem ustal wiatr i zrobiło sie całkiem przyjemnie, do tego ciepło ogniska pozwoliło nam spędzić czas na powietrzu. Był toast szampanem, za nasz rok w kamperze i Krzyśka powrotny awans w pracy. Spraw do przegadania, tyle, że pewnie do rana by starczyło tematów, ale zdrowy rozsądek wygonił nas do kamperów.






Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
