Dzień 89 – Lizbona

Rano ruszyliśmy w kierunku Lizbony, mamy tu rezerwację campingu na dwa dni. Wcześniej jednak zakupy na święta. Portugalczycy mają podobny odpał jak Polacy, pełne sklepy i pełne koszyki zakupów jak by sklepy były pozamykane miesiąc czasu, a nie dwa dni. Uzupełniliśmy prowiant i wjechaliśmy na camping. Wielki moloch i prawie pełny. Nie jest tu tanio, doba kosztuje nas 40€, ale w Lizbonie nie ma innej opcji jeden camping i tyle. Zostawienie kampera na parkingu to duże prawdopodobieństwo włamania, więc trzeba odżałować to 80€.

Ustawiliśmy się na parceli, chwila oddechu i zamawiamy Ubera, bo wychodzi taniej niż komunikacja miejska. Do starego centrum z campingu jest aż 11 km. Wysiadamy i chłoniemy Lizbonę. Już po kilku godzinach wiemy, że nie damy radę przez dwa dni nawet liznąć tego miasta. Można się tu zagubić nawet na tydzień i się nie nudzić. Knajpki co chwilę kuszą by w nich zasiąść i to skutecznie. Tramwaje miały być żółte a są czerwone, bo oklejone reklamami Coca Coli, ale kilka żółtych się trafiło. Powoli zapada zmrok i jest jeszcze bardziej klimatycznie, dzień zlatuje błyskawicznie.

Późnym wieczorkiem dołączyła do nas Kasia z Aleksem, bo dziś też przylecieli do Lizbony na święta. Zrobiliśmy jeszcze mały maraton knajpkowy i wróciliśmy na camping.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.