To miał być spokojny odpoczynkowy dzień w naturze, i taki był. Rano odwiedził nas Marek Kusiak, bieszczadzki przewodnik, ale też miłośnik Rumunii i tamtejszych Karpat. Troszkę pobajdurzyliśmy, a potem ruszył swoimi ścieżkami. Od rana przyświecało słońce, ale żeby nie było za pięknie to wiał wiatr. Kasia w końcu ma czas i może czytać, ja w międzyczasie walczę o opał, bo okolica z niego wyczyszczona. Ale też i siedzę na słonku i wpatruje się w Jeziorko Bobrowe nad którym stoimy. Przez cały dzień panuje tu spokój, przewinęła się tylko jedna wycieczka rodzinna i grupa młodzieży z nauczycielką, a po południu jeden rowerzysta. Więc można było chłonąć ciszę i śpiew ptaków.












Opał jako taki przygotowany, ognisko odpalone, można zapodać coś na ruszt. Dawno nie robiliśmy burgerów z grilla, więc ostatnio zakupiliśmy i czekały na swoje 5 min. Wyszły wyśmienicie, nazwaliśmy je Big Macki łemkowskie po huczwicku 😉









Ognisko się dopaliło, słonko zaszło, więc poszliśmy już sobie siedzieć w kamperze. Ja szybka drzemka, a Kasia nadrabia zaległości książkowe. Już prawie zapadał zmierzch, ale jeszcze poszedłem nad jeziorko, patrzę, a tu sobie bóbr płynie. Byłem tu dziesiątki razy i mimo nazwy Bobrowe Jeziorko, nigdy bobra tu nie wypatrzyłem, a dziś proszę, udało się. Zdjęcia trochę słabe, bo było już słabe światło i odległość spora, ale coś tam widać.



Jutro już opuszczamy jeziorko i pokręcimy się trochę po Rabskiej Dolinie, może wejdziemy na Manyłową, czyli Łysy Wierch, zobaczyć cmentarz z I wojny światowej. Zobaczymy, co dzień przyniesie.
Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
