Dzień 237 – Koniec pracy i pralnia pośrodku niczego

Rano w końcu przestało padać, ale było bardzo wilgotno, a niebo zasnuły chmury. Trójnóg rozstawiony po wczorajszym grillu, więc trzeba go wykorzystać też rano. Reaktywacja ogniska i na ruszcie ląduje kaszanka na śniadanie.

Kasia rano wysłała ostatnie deklaracje i miesiąc księgowy zamknięty, mamy teraz dwa tygodnie luzu. Ale zanim ruszymy w „las” trzeba rozminować pojemnik z praniem. Jedyna pralnia samoobsługowa w Bieszczadach znajduje się za Ustrzykami Dolnymi, powiedziałbym, tak trochę gdzieś w polu. No cóż jedziemy zobaczyć, czy faktycznie jest. Po drodze wpadamy do Jacka na Przystań Caryńska uzupełnić zapas wody. Jacka nie ma, więc robimy serwis i jedziemy dalej.

Mijamy Ustrzyki Dolne, skręcamy na Brzegi Dolne, potem skręcamy jeszcze w węższą uliczkę, kończy sie asfalt, potem jeszcze skręt gdzieś w pola i jest faktycznie pralnia samoobsługowa pośrodku niczego w drewnianym pawilonie. Ktoś miał fantazje, ale ważne, że jest, może to dla niedźwiedzi 😉 Trochę nam tu schodzi, trzy pralki załadowane na full, potem jeszcze suszenie, ale ogarniamy wszystko.

Powoli wracamy w głąb Bieszczadów. W Ustrzykach D. jeszcze szybki przystanek przy bieszczadzkich Zębach Smoka. To żelbetowe zapory przeciwczołgowe z drugiej wojny światowej. Ustawili je w pobliżu torów kolejowych Niemcy, którzy w ten sposób chcieli powstrzymać w 1944 roku natarcie radzieckich czołgów. Przez lata leżały zarośnięte trawą i zakrzaczone, niektóre na skarpie nad Strwiążem. W 2017 roku zostały odsłonięte i stanowią jedyną tego typu atrakcję turystyczną w Bieszczadach.

Trochę już późno i obiadu na biwaku raczej nie ogarniemy, więc w Myczkowie wpadamy do Hotelu Ewka na posiłek. Często tu mieszkam, jak jestem w Bieszczadach służbowo, więc jedzenie przetestowane i tanie jak na Bieszczady. Za obiad dnia płacimy 35 zł i po zjedzeniu krupniku i gulaszu możemy jechać dalej. Nad Stężnicą szybki foto stop i docieramy do leśniczówki w Rabem. Marcin wyrobił nam w Nadleśnictwie przepustkę dla kampera na drogi leśne, którą odbieramy i wbijamy w dzikie Bieszczady.

Cel pierwszy, chatka w Huczwicach. Huczwice, to nieistniejąca już wieś, wysiedlona w ramach Akcji Wisła. W dole nad potokiem stoi koliba myśliwska. Jakieś 20 lat temu była opuszczona, wyczailiśmy ją wtedy i samowolnie zaczęliśmy ją remontować. Nie było wtedy drzwi, okien i wyposażenia. Kominek był rozwalony, a z dachu lała się woda. Było kilka wariatów, z tego co pamiętam, Żubr, Harnaś, Jabol i kilka innych osób, które doprowadziły chatkę do stanu używalności. Zrobiło się przytulnie i klimatycznie. Koło łowieckie jak się tu pojawiło kiedyś, było zaskoczone pozytywnie i dali nam oficjalne przyzwolenie na korzystanie z chatki. Na poczatku było to miejsce tajne, tylko dla wtajemniczonych. Nawet Rafał z Ruthenusa na naszą prośbę nie oznaczał koliby na mapach wydawanych przez jego wydawnictwo. Z czasem ci wtajemniczeni, wtajemniczali swoich znajomych, znajomi kolejnych i w końcu miejsce stało się powszechnie znane, z czasem pojawiło się na wielu mapach i zaczęły z chatki korzystać przypadkowe osoby. Czasami siedziałem tam tygodniami, załatwiałem sprawy biznesowe w Bieszczadach a wieczorem wbijałem na chatę odpocząć, a czasami popracować przy laptopie. Miałem wtedy Suzuki Vitarę i małą zwinną terenówką podjeżdżałem pod sam taras chatki. Miałem więc prąd do laptopa ;). Jedynie po internet trzeba było jechać gdzieś na górę, na huczwickie łąki. Z czasem zaczęło się tu robić mniej fajnie. Przypadkowi ludzie zostawiali syf i śmieci, nawet palili wyposażenie. Stara ekipa też odpuściła i przestaliśmy korzystać z chatki. Były nawet ponoć plany jej likwidacji.

Kilka fotek ze starych dobrych czasów:

Stare fajne czasy minęły, jesteśmy 20 lat starsi i wszyscy z tych zdjęć zawsze wspominamy huczwickie spotkania. Dziś zajechaliśmy z Kasią do chatki zobaczyć jak teraz wygląda. Przejęło ją już Nadleśnictwo, ale nadal jest dostępna. Ponoć ktoś tam rezyduje i opiekuje się tym miejscem, ale porządku to tam za bardzo nie ma. Fajnie jednak, że przetrwała i nie podzieliła losów innych bieszczadzkich chatek jak pod Obnogą, czy Dydiowej.

Na nocleg zajechaliśmy nad Jeziorko Bobrowe powyżej Huczwic. To jedno z moich ulubionych miejsc w Bieszczadach. Trochę już popularne, ale na tygodniu można tu zaznać spokoju. Chyba tu sobie zostaniemy na jeden dzień, odpocząć w ciszy i spokoju, bo ostatnie kilkanaście dni, gdzie się człowiek nie ruszył to znajomi, trzeba wypić, pogadać. Tutaj nikt nas nie znajdzie 😉 Choć gdy zapadał zmierzch ktoś zajechał, okazało się, że to Kiju z dawnej Latarni Wagabundy w Woli Michowej. Krótka pogawędka i zostaliśmy sami z żubrami i niedźwiedziami 😉

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.