Kolejny dzień w Wogezach zapowiadał się całkiem całkiem. Od rana świeciło słońce, choć zimny front dawał się odczuć. W miasteczku Remiremont została nam jeszcze jedna atrakcja do zobaczenia, był to Fort du Parmont. Fort położony jest na górze wznoszącej się nad miastem, na szczęście moża tam dojechać szutrową drogą samochodem. Fort du Parmont został zbudowany w latach 1874-1876. Jest to dzieło wchodzące w skład fortyfikacji wschodniej Francji typu Séré de Rivières.






Z fortu ruszyliśmy przez góry w kierunku wodospadu Faymont. Wiosna to dobra pora na tutejsze wodospady, bo porównując zdjęcia z lata, to woda ledwie z nich ciurka. Tutaj jednak latem by było fajnie, bo poniżej wodospadu fajne głębokie miejsce na kąpiel, choć pewnie i latem woda jest tu lodowata.





Cascade du Géhard, to był kolejny wodospad, ukryty głęboko w górach i z dojazdem wąziutką drogą. Wodospad znajduje się na wysokości 518 m. Nieco poniżej wodospadu znajduje się sklepiony most, tradycja głosi, że zlecił go cesarz Napoleon III. Ścieżka biegnąca wzdłuż potoku nazywana jest także „Chemin de l’Empereur”.




Fort Rupt miał być kolejnym punktem dnia. Przed fortem były rozstawione znaki zakazu wjazdu, ale z datą 20 kwietnia, więc pojechaliśmy w pobliże fortu, ale gdy wyszliśmy z kampera usłyszeliśmy strzały i to konkretne, bo z jakieś broni maszynowej. Kurde co jest myślimy sobie. Chwile stoimy przed kamperem, ale na wzgórzu gdzie stoi fort słychać odgłosy regularnej walki jak na wojnie. Ciekawość kusi żeby tam iść, a rozsądek, żeby jednak się tam nie pchać. A jak strzelają z ostrej amunicji? Ten zakaz wjazdu, może źle zinterpretowaliśmy, może obowiązuje i dziś, a w forcie są jakieś ćwiczenia wojskowe? Chyba jednak nie będziemy sprawdzać, bo nawalanka musiała tam być ostra, Ktoś pruł z automatu, z innego miejsca odpowiadał mu inny karabin maszynowy, spadamy do kampera, robimy rząd i spier… stąd 😉
Ostatnim punktem zaplanowanym na dzisiejszy dzień był Wodospad Tampa, koło wioski Corravillers. Wodospad ładny, przy drodze, ale w żaden sposób nie idzie do niego dojść. Jest w głębokiej kotlinie otoczony stromymi zboczami, w dole nie widać żadnych wydeptanych ścieżek, więc uznajemy, że nie ma do niego dojścia. I tak mamy farta, że drzewa jeszcze nie puściły liści, bo latem ciężko byłoby go zobaczyć.


Na dzisiejszy nocleg wybraliśmy miasteczko Rupt-sur-Moselle. Chcieliśmy gdzieś bardziej na dziko, ale w górach było trochę za zimno i wietrzenie, musieli byśmy popołudnie spędzić w kamperze. W dolinie w miasteczku było dużo cieplej. Jest tu darmowy parking dla kamperów i znowu niespodzianka, bo darmowy jest też prąd, woda i ścieki. Na stoliku piknikowym Kasia na dziś szykuje chińszczyznę, która w takich okolicznościach smakuje wyśmienicie. Po obiedzie sjesta i trochę pracy.



Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
