Kończymy powoli zwiedzać wybrzeże Kantabrii, jutro już pewnie wjedziemy do Austurii. Ale dziś było jeszcze sporo fajnych miejsc w Kantabrii.
Dzień zaczęliśmy od zobaczenia Altamiry. Cuevas de Altamira odkrył w 1875 roku M. Sanz de Sautuola, który przeprowadził tam wykopaliska. W 1879 roku podczas wykopalisk w Sautuola jego córka María odkryła słynne polichromie. W 1880 roku Sautuola ogłosił wyniki swoich badań, rozpoczynając od tego momentu słynną kontrowersję dotyczącą autentyczności malowideł. Altamira jest niezwykle bogata w okazy sztuki paleolitycznej, które są rozmieszczone niemal w całej jaskini, a jej największym skupiskiem jest przedsionek i tzw. skrzyp (ostatnia galeria jaskini). Sala Polichromowana, niewątpliwie najbardziej znana tablica światowej sztuki paleolitu, zwana Kaplicą Sykstyńską sztuki czwartorzędowej, zawiera dużą grupę żubrów, około dwudziestu, dużych rozmiarów i ogólnie bichromowanych i rycin. Obok nich, przy tej samej technice produkcji, znajduje się duża łania, dwa konie i kilka znaków. W pomieszczeniu pojawia się także kilka fioletowych negatywowych rąk, kilka koni i żubrów w kolorze czarnym oraz duży zestaw rycin z jeleniami, znakami i różnymi antropomorfami. W galeriach wewnętrznych oraz w pomieszczeniu centralnym bardzo powszechne są ryciny naturalistyczne, przedstawiające głównie jelenie i konie oraz czarne obrazy zwierząt. W tak zwanym kucyku wyróżniają się dobrze znane maski, wykonane z wypukłości skały i pomalowane na czarno. Ponadto występuje duża grupa czarnych czworokątów, naciętych jeleni i jeszcze kilka grup naturalistycznych czarnych rycin i obrazów. Altamira zawiera sanktuaria z różnych epok. Najstarsze motywy wydają się znajdować we wnętrzu jamy, od górnego solutrejskiego po archaiczny magdaleński. Polichromii jest około 14.500. Jaskinia Altamira nie jest udostępniona do zwiedzania, replikę Neocuevy można zwiedzać w Muzeum Altamira , znajdującym się kilka metrów od pierwotnej jaskini. Replika powstała dzięki skanowaniu 3d. Oryginalna jaskinia Altamira ma system kontrolowanego dostępu i bardzo ograniczone zwiedzanie publiczne. Dopuszcza od maksymalnie pięć osób tygodniowo (260 osób rocznie).















































Po zwiedzeniu repliki jaskini udaliśmy się do pięknego miasteczka Santillana del Mar. Santillana del Mar to bez wątpienia jedno z miast o największej wartości historyczno-artystycznej w Hiszpanii, do tego stopnia, że wszystko w nim jest zabytkiem. Nazywane jest „miastem trzech kłamstw”, ponieważ nie jest ani „święte”, ani „płaskie”, ani nie ma „morza”. Już w IX wieku w mieście istniał klasztor Santa Juliana , który w XII wieku ustąpił miejsca prestiżowej kolegiacie Santa Juliana, pierwszej i najważniejszej przedstawicielce sztuki romańskiej w Kantabrii. Wokół kolegiaty i jej pięknego krużganka od końca XII do początków XIII wieku rozwinęło się skupisko ludności, które przetrwało czasy wielkiej świetności gospodarczej, o czym świadczy bogactwo licznych dworów i pałaców tworzących to miasto. Wieże Merino i Don Borja (dziś siedziba Fundacji Santillana) należą do najstarszych budowli cywilnych w brukowanym mieście, które koniecznie trzeba zwiedzać pieszo, aby w pełni podziwiać piękno jego ulic i średniowiecznych budynków. W brukowanych średniowiecznych uliczkach znajdziemy także liczne warsztaty rzemieślnicze oraz skosztujemy smacznego mleka i ciastek, najpopularniejszych przekąsek w mieście.





















































Gdy już przedreptaliśmy uliczki miasta, wróciliśmy nad ocean by zobaczyć malowniczą Ermita de Santa Justa. Ten klejnot położony na klifach Ubiarco. Pustelnia jest latarnią duchową pośród natury. Sanktuarium to, utworzone w XVI wieku, jest wyczynem architektonicznym, ponieważ zbudowano tylko dwie ściany, wykorzystując kształty otaczającej skały. Pomimo ciągłego narażenia na zniszczenia Morza Kantabryjskiego, przetrwała próbę czasu, co stanowi świadectwo umiejętności i poświęcenia budowniczych. Choć obecna świątynia pochodzi z XVI wieku, wcześniej istniała tu pustelnia, która została zbudowana około XII wieku, konsekrowana po umieszczeniu w niej relikwii San Justa i Santa Rufina.










Powyżej pustelni, na szczycie klifu można zobaczyć ruiny wieży obronnej Torre de San Telmo. To ruina średniowiecznej wieży strażniczej z XIV wieku. Z pierwotnego budynku pozostała tylko jedna ściana i część drugiej, w każdym z nich zachowały się otwory okienne.


Iglesia de San Pedro to nasz kolejny przystanek. Świątynię budowano od 1520 r., a ukończono w XVI w., wieżę (1608 r.) i boczne kaplice dobudowano na początku XVII w. Niestety jak większość kościołów w Hiszpanii, tak i ten był zamknięty. Nakarmiliśmy tam pięknego młodego kociaka, na całe szczęście był dziki, bo Kasia chciała już go przygarnąć.








W Casasola zjechaliśmy nad brzeg oceanu w poszukiwaniu biwaku, Miejsce super, gdyby nie opuszczona fabryka. Pełno dziur w ziemi, rur i innych pułapek. Zrezygnowaliśmy z noclegu w tym miejscu w obawie o kota, że gdzieś tam wpadnie i nie będzie mógł wyjść.










Finalnie na nocleg przenieśliśmy się na punkt widokowy nad miastem San Vicente de la Barquera. Dziś na obiadek Tortilla receta casera con cebolla Caramelizada. Dla zaostrzenia smaku, Kasia dosmażyła do tego chorizo z cebulą.




















Grażynka, dalej nie czytaj 😉
W Santillana del Mar udało nam się kupić kolejne solniczki do kolekcji Grażynki.

Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
