W świąteczny poniedziałek w końcu udało się nic nie robić, 100 % odpoczynku. Śniadanie i łapanie słońca. Jedyny wysiłek, to wyciagnięcie skrzydełek z zamrażarki, przyprawienie ich i narąbanie drewna na ognisko. Rozpalenie ogniska, by zrobił się ładny żar do grillowania.



Na obiad skrzydełka z grilla, których już dawno nie jedliśmy. W Hiszpanii oczywiście można je kupić, ale nie mieliśmy ze sobą trójnogu z rusztem, by je fajnie ugrillować. Na małym grillu bardziej się przypalą niż fajnie upieką. Zresztą palenie ogniska, czy grilla węglowego na półwyspie Iberyjskim nie jest mile widziane, sucho i zawsze zagrożenie pożarowe. Do tego zawsze jacyś sąsiedzi, którym dym może przeszkadzać, bo mało było dni, kiedy w jakimś miejscu byliśmy sami. Kamperów zimą jest tam tak dużo, że ciężko o samotność 😉




Pod wieczór dojechała jeszcze kamperem para z Kalisza, więc przy ognisku było już towarzystwo do rozmowy.
To już koniec siedzenia w jednym miejscu, jutro jedziemy do Polańczyka dopiąć ustalenia na czerwcowy zlot Grupy Biwakowej, potem spotkania ze sponsorami zlotu i pewnie w czwartek rano ruszamy ku kolejnej przygodzie, a gdzie?

Bynajmniej mamy nadzieję rano opuścić Jabłonki, bo parchatka wieczorem poszła gdzieś w tango i jak do tej pory nie wróciła. Mieliśmy już takie akcje, że musieliśmy cały dzień na kota czekać.
Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
