Kierunek Francja dzień 89 – Rozwód przez frytki

Rano wróciła pogoda i mogliśmy zrealizować wczorajszy plan. W pierwszej kolejności odwiedziliśmy kościół, który znajdował się w wiosce, na obrzeżach której nocowaliśmy. Église Saint-Jean-Baptiste de Saint-Jean-du-Doigt to monumentalny kościół otoczony cmentarzem, łuk triumfalny, fontanna, kalwaria, ossuarium i oratorium tworzą wspaniały zespół gotyckiego stylu. Parafia swój rozgłos i nazwę zawdzięcza przede wszystkim relikwii palca św. Jana Chrzciciela, która przybyła tam w XV wieku. Bardzo szybko na tym zbudowano reputację i bogactwo miasta. Mówi się, że w 1505 roku królowa Anna Bretanii, usłyszawszy o tych uzdrowieniach, udała się z pielgrzymką do tego świętego miejsca, aby przyłożyć palec relikwii do chorego oka. Historia mówi, że uzdrowienie było natychmiastowe.

Maison des douaniers to chata celników, zbudowana za czasów Napoleona I w ramach blokady kontynentalnej. Znajduje się na przylądku Primela, przez który biegnie ścieżka celników, utworzona w 1791 roku w celu zwalczania przemytu.

W zatoce Anse de Diben natrafiliśmy na kolejne cmentarzysko statków.

W Beg an Diben jest ogromne molo, na które można wjechać samochodem. Zajechaliśmy tam na mały foto stop. Nareszcie trafiliśmy też na sprzedaż świeżych ryb w porcie. Do tej pory były tylko ostrygi, mule i inne mięczaki. Chyba dlatego, że powoli „wypływamy” na wody Oceanu Atlantyckiego. Ryby dosyć egzotyczne dla nas, jakaś płaszczka, żabnica, sola, z bardziej znanych flądra. Spytaliśmy się, która będzie najlepsza na patelnie i zakupiliśmy trzy sole. Należą one do rodziny solowatych i grupy płastug. Sola zamieszkuje wschodni Atlantyk, ale także i zachodnią część Morza Bałtyckiego oraz Morze Śródziemne.

Ostatnim punktem dzisiejszego dnia miał być spacer po przylądku Barnénez. Znajduje się tu neolityczne stanowisko megalityczne oraz piękny widok na latarnię morską L’Ile Louet i Château du Taureau. Oba te zabytki znajdują się na wyspach i dostępne są tylko drogą morską. Podziwialiśmy je więc tylko z lądu stałego.

Pozostało nam już tylko poszukać dogodnego miejsca na biwak, gdzie spokojnie będziemy mogli usmażyć nasze rybki. Sympatyczne miejsce trafiliśmy w Le Dourduff en Mer.

Można by dziś powiedzieć, ten ocean nas wyżywi, bo koło naszego biwaku na solniskach rosły jak na zawołanie szparagi morskie, które smażone na masełku, są super dodatkiem do ryby. Więc Kasia na stare lata musiała iść popracować przy szparagach 😉

Przyszła pora na obiad. Kasia poczytała jak oporządzić i usmażyć sole. Ryby choć może niewyględne, trochę plaskate, smakowały wybornie.

Rybki choć spore, to nie grzeszyły grubością, więc za kilka godzin pasowało by czymś dojeść. Kurde, to już trzy miesiące bez frytek. Więc zrobimy frytki, a raczej Kasia je zrobi 😉 Smażenie frytek w kamperze to nie najszczęśliwszy pomysł, więc trzeba to robić na zewnątrz. Bretania słynie jednak z ciągłych wiatrów, na tą okoliczność zabraliśmy kuchenkę żarową z palnikiem ceramicznym. Na nic się to zdało, frytki zamiast się usmażyć, to się w oleju ugotowały i rozpadły. Bardzo jesteś zły, że nie wyszły? Pyta Kasia. – Nie bój się, nie rozwiodę się z tobą – odpowiedziałem 😉 Resztę frytek pokrojonych frytek pokroiliśmy na kwadraciki do zupy, bo tu ziemniaki po 4 € 🙂

Na otarcie łez po nieudanych frytkach, pogoda zafundowała nam piękny zachód słońca 🙂

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.