Rano odwiedził nas Mikołaj i zostawił prezent na parceli. Dostaliśmy od campingu voucher na przedłużenie pobytu o dwa dni w cenie jednego. Skorzystaliśmy, bo to 40 € w kieszeni, a Lizbona ledwo zaczęta. Ale skoro mamy teraz tyle czasu, to dziś odpuszczamy zwiedzanie i szykujemy się do kolacji wigilijnej. Świat jest mały, i odwiedzają nas rodacy, którzy też byli na tym campingu, ale oni już kończą pobyt. Trochę sobie pogadaliśmy i wróciliśmy do swoich zajęć.

Kasia kroiła sałatkę, Zosia łupała i miażdżyła orzechy na posypkę do serowych choinek. Ja zająłem się obsługa kampera i ubrałem choinkę na parceli. Po piętnastej dojechali do nas znajomi, czyli Kasia z Aleksem ze swoją wałówką i dołączyli się do przygotowań.








Choć kolacja w warunkach wyjazdowych to było na bogato. Zupa grzybowa, ryba robalo (labraks), kilka rodzajów sera, boczek i schab wędzony przez Leszka (szwagra Kasi, który nas zaopatrzył w wędzonki na wyjazd), oczywiście sałatka, oliwki, jakieś tutejsze wędliny przywiezione przez Kasię i Aleksa i na deser pyszne ciasto. Gdy wszystko było gotowe zasiedliśmy do kolacji. Fajnie tak jeść kolacje wigilijną na powietrzu 🙂






Wieczorem zrobiło się chłodno, wiec imprezę przenieśliśmy do kampera. Kolację zakończyliśmy koło 23 i pożegnaliśmy gości umawiając się na jutrzejsze spotkanie na mieście.



Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
