Sobotni poranek rozpoczął się leniwie, śniadanie i kawa z ciastem na śniadanie. Powoli reszta obozowiska wyłoniła się z kamperów. Ostatnie pogaduchy, zdjęcia i nadchodzi czas rozstania.






My ruszamy do Żarek odebrać ostatnie paczki z żabki. Wśród nich jest turystyczna pralka. Po problemach z dostępnością pralni w Grecji, stwierdziliśmy, że trzeba spróbować się trochę uniezależnić. Czy się sprawdzi? Zobaczymy, najwyżej wyląduje w piwnicy wśród innych nietrafionych gadżetów 😉


Jedziemy teraz na sprawdzoną kilka dni temu miejscówkę pod Olsztynem. Dziś już nie pójdziemy na wycieczkę, bo po południu miało popadać i popadało. Za to jutro mamy plan na grubszy spacer. Dziś tylko koty mają spacer.




Wczoraj był plan zrobić śledzie w oleju i sałatkę, ale znajomych się najechało i jakoś już się nie udało tego zrobić. Dziś trzeba to nadrobić, bo święta bez sałatki to nie święta 😉




Jak zobaczyliśmy jadący w naszą stronę kamper Gosi i Andrzeja, już się wystraszyłem, że znowu się nie uda sałatki zrobić;) Ale wpadli tylko na chwilę, bo nas wypatrzyli między drzewami wracając do domu.

Koty wróciły, Kasia sałatkę ogarnęła, można świętować 🙂


Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
