Dzień 311 – Chyba już mamy dosyć Rumunii

Po wojażach miastowych postanowiliśmy odpocząć trochę na łonie natury. Ruszyliśmy na południe od Sibiu w Góry Cindrel. Po drodze podziwiając z drogi kościół warowny w Cisnădioara. Kościół został wzniesiony na stromym wzgórzu Sfântul Mihail, prawdopodobnie między 1162 a 1223 rokiem, co potwierdza znalezisko monety z 1172 roku. Pierwsza pisemna wzmianka pochodzi z 1223 roku – świątynię przekazano wówczas opactwu cysterskiemu w Cârța. Po rezygnacji zakonu pod koniec XV wieku przeszła pod opiekę Kościoła ewangelickiego z Sibiu. Jeden z najcenniejszych przykładów romańskiego portalowania w regionie – bogato zdobiony czterema łukami wspartymi na kolumnach z kapitelami i śladami czerwonej malatury ornamentalnej. Po najazdach tatarskich w 1241 roku świątynia została przekształcona w twierdzę. Mur dookoła kościoła miał wysokość 4–6 m na zewnątrz, 2–3 m wewnątrz; drogę strzelecką z krenelażem i wieżami. W murach były otwory do wyrzucania kamieni obronnych – niektóre nadal leżą w dziedzińcu. Według tradycji, mężczyźni przed ślubem musieli wnosić taki kamień na wzgórze – symbol siły i pomoc w przygotowaniu obrony w razie ataku. Wnętrze jest skromne: drewniane ławki, kamienny ołtarz i pamiątkowe tablice poświęcone żołnierzom austro‑węgierskim z I wojny światowej, przeniesionym tu w 1940 roku z cmentarza w Gușterița. Ostatecznie, w 1963 roku ostatnia opiekunka opuściła twierdzę – odtąd nie pełniła żadnej praktycznej funkcji aż do odrodzenia turystycznego. To najstarszy czysty przykład romańskiej architektury w Transylwanii i jeden z nielicznych, który zachował pierwotną formę. Obecnie odbywają się tu koncerty dźwiękowe i wydarzenia kulturalne, dzięki znakomitej akustyce wnętrza.

W Cisnădie uzupełniliśmy prowiant i wbiliśmy w góry. Pierwsza polana biwakowa, naparza muzyka kozojebców. Jedziemy dalej, o dziwo grillowisko, ze 20 samochodów, ale cisza jak makiem zasiał. Zostajemy 🙂

Zaczyna padać i piknikowicze się zbierają, co jest nam na rękę, bo zajmujemy fajniejsze miejsce przy zadaszonym stoliku. Nawet nie trzeba grilla rozstawiać, bo jest gotowy, a że kupiliśmy dziś okonie morskie, to będzie pyszny obiad, o ile przestanie padać. Choć nie ukrywamy, że to deszcz z którego się cieszymy, bo przynosi trochę chłodu.

Niestety po załamaniu pogody się rozpogadza i polana z powrotem się zapełnia, ale to już nie ci sami ludzie. Po chwili z conajmniej 10 samochodów napierd… muzyka kozojebców, do tego głośniki przenośne. Kur… to jest nie do zniesienia, każdy każdego chce zagłuszyć, głośniki – wyperdki samochodowe już charczą ostatnimi swoimi możliwościami. Oszaleć można, całe szczęście jest chłodno i zamykamy się w kamperze by złagodzić skutki tego piekła. Jeszcze jak by z jednego miejsca napieprzała muzyka, nawet kozojebców, to było by to do przeżycia, ale ze wszystkich stron. W Rumunii nigdy nie było cicho, fakt, że przez wiele lat, jak jeździliśmy 4X4, to biwaki były w takich miejscach, że byliśmy zawsze sami. Jednak to co się teraz tu dzieje, to jakieś zidiocenie wtórne, podobnie jak w Polsce, ale chyba na mniejszą skalę. Co się dzieje z tym społeczeństwem, co ma gdzieś innych, tylko liczy się ja tu i teraz 🙁 Ostatni rok spędziliśmy na tzw. zgniłym zachodzie. Pół roku we Francji drugie pół roku w Hiszpanii i Portugalii. Przez ten rok, choć czasami na biwakowiskach było kilkadziesiąt ekip, było cicho i kulturalnie. Tutaj jest jakaś totalna masakra, w centrum miasta na parkingu było ciszej niż w lesie. Chyba miarka się przebrała i mamy już powoli dosyć Rumunii. Nie wiem, może jutro nerwy przejdą, ale na ta chwilę uciekamy jednak z Rumunii. I kto to pisze? Człowiek od jakiś 16 lat zakochany w tym kraju.

Pomijając już jedną wielką imprezownie, to nadal jeden wielki syf. Wszystkie miejsca, nawet te dzikie, gdzie zwyczajowo „odpoczywają” Rumunii są fajnie wyposażone. Kosze na śmieci, tij tojki, mimo to nawyk chodzenia w krzaki pozostał, tak jak i nawyk syfienia, choć kosz 10 metrów dalej. Taki przykładzik przed i po.

Na koniec tego wylewania żali, trochę humoru. Nie zwalajmy wszystko na niedźwiedzie, lisy czy bezpańskie psy. Niezłą rozpierduchę robią rumuńskie krowy, które buszują w koszach na śmieci 😉

Teraz jak to piszę jest już po 22-giej, jedni odjechali uff, ale za chwile kolejne ekipy zjechały i to samo. Kolejna z wielu nocy chyba będzie nieprzespana. Pewnie jeszcze Rumunię odwiedzimy w październiku jadąc do Grecji, ale generalnie odpuszczamy na jakiś czas ten kierunek, do momentu jak będą nie tylko administracyjnie, ale choć trochę mentalnie na zachodzie. Po prostu nam się już odechciało tu być.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.