Wczoraj na biwak przyjechaliśmy już po zmierzchu, więc Zosia dopiero dziś rano przywitała się z Oceanem Atlantyckim. Poranny spacer po plaży Praia de São Julião i udaliśmy się do miasta zrobić serwis kampera i uzupełnić zapasy.
















Głównym celem dzisiejszego dnia był przylądek Cabo da Roca, to najdalej wysunięty punkt na zachód kontynentalnej Europy i oczywiście również Portugalii. Niedziela, ładna pogoda, więc ludzi tu trochę było. Zrobiliśmy sobie spacer po cyplu, wcześniej nawet rozważaliśmy tu biwak, ale tłumy ludzi nas odstraszyły.


































Na biwak udaliśmy się kolejny przylądek Cabo Raso, było tu zdecydowanie bardziej spokojnie niż na Cabo da Roca i też fajniejsze miejscówki na biwak. Koło latarni morskiej Farol do Cabo Raso znaleźliśmy fajny placyk. Po południu zrobiło się całkiem ciepło, ale wiał wiatr, więc ustawiliśmy tak kampera, byśmy mogli się za nim schować i łapać grudniowe słońce. W cieniu było 17,5 stopnia, więc za kamperem na słońcu odczuwalna była dużo wyższa.





















Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
