W nocy czuwaliśmy na zmianę przy kotach, żeby gdzieś nie skakały po zabiegu, nie lizały sobie szwów. Najbardziej namolny był Apollo i cały czas próbował lizać, więc co chwile słyszał nie liż jajek, teraz się martwię czy sobie nie pomyślał, że wabi się jednak nie Apollo, tylko NieLiżjajek 😉 Po nocy kociaki już odżyły i wróciły do dobrej kondycji. Grzecznie zaczęły korzystać z kuwety, choć liczyliśmy się z tym, że po zabiegu mogą gdzieś narobić.
Od godziny 11:30 gdzieś do 15:00, na zaproszenie Podkarpackiej ROT, braliśmy zdalny udział w konferencji na temat turystyki kamperowej na Podkarpaciu. Na spotkaniu byli przedstawiciele samorządów, jak i lokalny biznes. Przybliżyliśmy temat caravaningu, powiedzieliśmy jak to wygląda w krajach, gdzie taka turystyka jest bardziej popularna. Widać, że Podkarpackie chce rozwinąć tą gałąź turystyki. Już dwa lata temu powstały tu pierwsze miejsca dla kamperów i widać, że są kolejni chętni na takie inwestycje.
W południe kciambry dostały też w końcu pierwszy posiłek. Na razie lekkie i płynne jedzonko, żeby nie musiały bardzo napinać się przy kupce 😉


Potem przyszła kolej na nas. Nie chcieliśmy ich drażnić zapachami robionego obiadu, więc zjedliśmy na szybko pizze w barze obok. Zresztą bardzo dobrą.


Potem już spokojny wieczór w kamperze. Koty tak wygłodniałe, że każde podejście do kuchenki powodowało alarm i asystę. Nawet rozpakowanie kawy było w asyście, a nóż coś do jedzenia. Oczywiście jedzonko jeszcze dziś dostały, ale dawkujemy je w pierwszy dzień po zabiegu. Koty już w dobrej kondycji, przestały sobie lizać szwy więc możemy się w końcu normalnie wyspać. Dosyć szybko to zrobiliśmy, bo wczorajszej nocy za bardzo się nie wyspaliśmy.


Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
