Dzień 407 – Akcja sterylizacja

Dziś na 9 rano jesteśmy umówieni u weterynarza na sterylizację naszych nowych kociaków. Do Ksanti wyruszamy 2 godziny wcześniej, choć mamy tylko z naszego biwaku 16 km. Wcześniej w Google Street View zobaczyłem, że gabinet jest w samym centrum, uliczki wąskie, jednokierunkowe i zawalone samochodami. Ciężko będzie w pobliżu zaparkować, a co dopiero kamperem. Dlatego 1,5 godziny zostawiamy sobie na szukanie miejsca. Jednak za pierwszym przejazdem udaje nam się przytulić na poboczu przy dwóch skuterkach w pobliżu przychodni. Niby prawie ok, ale autobus przecisnął się koło nas na milimetry. Siedzę za kołkiem gotowy do do skoku, gdyby zwolniła się lepsza miejscówka. Po chwili w bocznej uliczce zwalnia się na tyle długie miejsce, że udaje nam się tam wbić. Ale wszystkie miejsca parkingowe mają tu adnotację dla mieszkańców, trudno, ryzykujemy.

O 9 gabinet się otwiera i idziemy z naszym inwentarzem. Pani doktor bardzo sympatyczna zadaje kilka pytań i mamy przyjść o 18-stej. Kasia prawie płacze, ale zostawiamy rudaski i zastanawiamy się dalej. Obok mamy zakład fryzjerski, a nasze upierzenie nie wygląda już najlepiej, zarośliśmy jak dzikie agresty. Umawiamy się więc i my na wizytę o 13.

Parkowanie 9 godzin tu gdzie stoimy dosyć ryzykowne, bo w końcu zarobimy mandat. Dwa kilometry dalej jest parking strzeżony i tam jedziemy. Najwyżej przed 18 znowu będziemy walczyć o miejsce, by odebrać koty. Na parkingu bardzo sympatyczny pan. Pytam się o możliwość odpłatnego podłączenia do prądu, bo od trzech dni nie ma już słońca i nasz magazyn energii robi się powoli pustawy. Dzwoni do szefa i jest zgoda, ale za 10 € nie marudzimy, tylko wpinamy się w gniazdko. Finalnie jednak wieczorem prąd dostajemy za darmo, a płacimy tylko 5€ za parking.

Szykujemy sobie w końcu śniadanie. Rano nie chcieliśmy drażnić kotów, bo przed zabiegiem miały być na czczo. A głodomory są straszne, więc jedzenie przy głodnych kotach było by karkołomne. Zjedliśmy i ruszmy na uliczki Ksanti. Ksanti leży u podnóża gór Rodopów, w dolinie rzeki Kosynthos. Miasto dzieli się na dwie wyraźne części: Stare Miasto (Palió Póli) – pełne wąskich brukowanych uliczek, tradycyjnych domów z XIX wieku, cerkwi i meczetów. Zachowało wyjątkowy, orientalno-bałkański klimat. Nowe Miasto – bardziej współczesne, z nowoczesnymi budynkami, sklepami i kawiarniami. Miasto istniało już w czasach bizantyjskich, ale rozkwit przeżyło w okresie osmańskim (XV–XIX w.), kiedy stało się ważnym ośrodkiem handlu tytoniem. Po wojnach bałkańskich i I wojnie światowej Ksanti została włączona do Grecji. W mieście do dziś żyje znacząca mniejszość muzułmańska (Pomacy i Turcy), co wpływa na jego unikalny, wielokulturowy charakter. Ksanti jest znane w całej Grecji z Karnawału w Ksanti (Ξανθιώτικο Καρναβάλι) – jednego z największych i najbardziej kolorowych karnawałów w kraju. W czasie obchodów ulice wypełniają się paradami, muzyką, tańcami i ludźmi w strojach ludowych.

Główne miejsce w Ksanti to Plac Demokracji. Z uwagi na to, że wokół placu skupiają się ważne instytucje miejskie, administracja oraz ruch miejski, można go uznać za „serce” miasta. Plac został zaprojektowany w około 1870 roku, a później – pod koniec lat 80. XIX wieku – zyskał ważny punkt orientacyjny: zegar wieżowy, który znacznie podniósł rangę miejsca.

Obok placu znajduje się okazała cerkiew. Jest to świątynia katedralna, czyli głównie miejsce liturgii i wydarzeń diecezjalnych.

O 13 mamy umówionego fryzjera, więc dla zabicia czasu wchodzimy do zajefajnej kafejki. Wystrój tego miejsca to stare zabawki. Niektóre z nich rozpoznajemy z naszego dzieciństwa, więc w Grecji wtedy nie było zbyt finezyjnych zabawek, czyli podobnie jak w Polsce. Sączymy piwko, wspominamy dzieciństowo: a miałeś tego misia, a miałaś ten samochodzik 😉

Zaglądamy też na miejscową halę targową, ale o tej godzinie stoiska już się składają.

W końcu doprowadzamy nasze głowy do kultury i idziemy zjeść greckiego gyrosa. Porcja nie do pokonania 6,5 €

Mamy jeszcze trochę czasu, ale bardziej myślimy o kotach niż o zwiedzaniu. Wróciliśmy do kampera chwile odpocząć i poleżeć. Zresztą już za dwie godziny odbieramy kociaki i znowu trzeba wyjechać trochę wcześniej by zdobyć miejsce na zaparkowanie. Opłacamy parking i jedziemy. Znowu przytulamy się przy skuterkach, które stały tu rano i czekamy na wolne miejsce, modląc się, by nie jechał autobus ;). Zwalnia się miejsce pod samym weterynarzem, więc szybki przeskok i stoimy pod samymi drzwiami. Idziemy do gabinetu i dzwonię do naszej nowej greckiej znajomej. Kasia na Thasos (tak ją znajdziecie na facebooku) zajmuje się kotami na wyspie, ale jest też polskojęzycznym przewodnikiem po Thasos, więc polecamy jej usługi. Nam pomogła umówić tu wizytę, a teraz porozmawiała z weterynarzem, by potem po polsku przekazać nam informacje i zalecenia. Dziękujemy Kasiu.

Wracamy na naszą miejscówkę koło Kanionu Nestos i dzwonimy do Kasi by dowiedzieć się co powiedział lekarz. No więc koty wyglądają bardzo dobrze, zabiegi zrobione bezproblemowo. Teraz teoretyczni mają zostać w kontenerku do jutra. Dostają tylko pić, a pierwszy lekki posiłek dopiero jutro w południe. Za kilka dni możemy też już je odrobaczyć, ale chyba damy im więcej czasu na regeneracje po zabiegach. Szwy mają wchłaniające się, więc nie musimy jechać ich ściągać. Mamy też kontakt bezpośredni z lekarzem, gdyby się coś złego działo. Dowiedzieliśmy się też, że tutaj koty z ulicy, które są sterylizowane mają przycinane uszy, żeby było wiadomo, że są już po zabiegach. Uf dobrze, że naszym nie przycięli 🙂

No tak, ale nasz kontenerek, a raczej torba transportowa jest trochę mała dla dwóch kotów, a te wybudzone chcą koniecznie ją opuścić. Nie powinny skakać i się nadwyrężać od razu po zabiegu. Wypuszczamy je na „wolność” i będziemy pilnować by nie wariowały. Słaniają się jeszcze na łapach jak pijane. Zrobiliśmy im posłanie z wkładami, gdyby zrobiły pod siebie. Ustaliśmy dyżury. Ja idę spać a Kasia ich pilnuje. O drugiej w nocy ją zmieniam i obejmuje dyżur do rana.

Apollo grzecznie leży, ale Atena chce rozrabiać i brykać, trudno ją spacyfikować ale jednak osłabienie wygrywa i też trochę śpi. Grzeczne kociaki jednak załatwiają się w kuwecie, więc nam nie nabrudziły. Jutro w południe dostaną już skromne jedzonko i mamy nadzieję, że szybko wrócą do pełni sił 🙂

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.