Dzień 443 – Prawie na Olimpie ;)

Jeszcze coś z wczorajszego wieczoru, czyli koty pomagają Kasi rozplątać mulinę 😉

Rześki poranek w górach, ale słońce szybko ogrzało powietrze. Jedziemy w kolejne miejsce, ale po drodze robimy przystanek przy mostku, przez który miałem obawy przejechać ciężkim kamperem. Po ostatnich powodziach był mocno podmyty, a naniesione głazy pokazują jaka jest siła wody.

Jedziemy teraz to cerkwi Agia Triada, znajdującej się u podnóża góry Olimp. Kościół stoi na stromym, skalistym zboczu wzgórza, na wysokości około 500 m n.p.m. Obecny budynek pochodzi z XIV wieku i pierwotnie był częścią większego kompleksu monastycznego. Na ścianach wnętrza zachowały się dwa pasma hagiografii (malowideł ściennych) – pierwsze z około 1350 r., drugie z około 1650 r. W latach 60. XX wieku kościół został znacznie uszkodzony w wyniku pożaru, prawdopodobnie spowodowanego płonącymi świecami. W wyniku tego zniszczeniu uległa część oryginalnej zabudowy, w tym schody prowadzące niegdyś do górnych cel mnichów.

Już wszystko się poukładało, byliśmy szczęśliwi, że już możemy dalej podróżować, aż tu nagle wiadomość. Grecy z firmy spedycyjnej co miała odebrać dziś naszą uszkodzoną skrzynię biegów anulowali zamówienie i mogą ją odebrać dopiero 9 stycznia. Skrzynia stoi na półpalecie u Hristosa pod hotelem i raczej tam nie może zostać tyle czasu. Na szybko kombinuję jakiś inny transport, ale jakiś busiarz chce 150€ i nie jedzie trasą, po której ktoś z naszych znajomych mógł by ją odebrać, a jeszcze chce, żebyśmy w nocy przywieźli ją na autostradę, bo on nie zboczy 6 km żeby ją zabrać z miejsca gdzie stoi. U Hristosa będzie dziś TIR, który jedzie do Polski, ale gość chce 200€ to połowa naszej kaucji, a jeszcze w Polsce trzeba ją wysłać do Poznania, więc na całej operacji zyskamy może 500 zł. Pomijając już fakt, że transport powrotny mamy już opłacony u spedytora, który skrzynię przywiózł, więc sumując transport całościowy kosztował by 500 €. Wpadamy na pomysł, że podjedziemy do warsztatu, gdzie wymienialiśmy skrzynię i się spytamy, czy możemy ją tam zostawić do 9 stycznia, i wtedy odbierze ją kurier. Wracamy więc z pod Olimpu do Paralia, na szczęście mechanik bez problemu się na to zgadza, pytamy się jeszcze, czy coś płacimy za przechowanie, ale nawet nie chce o tym słyszeć. Jedziemy więc pod hotel po skrzynie, do Lidla po flachę dla mechanika i skrzynia już sobie czeka spokojnie do nowego roku na transport.

Uciekło nam kupę dnia i wracamy z powrotem pod Olimp. Po drodze strajki rolników i poblokowane drogi, ale dzięki objazdom przypadkowo natrafiamy na piękną starą kaplicę Saint Dimitrius koło Dion. Kaplica nie pełni funkcji dużego sanktuarium, lecz raczej lokalnego miejsca modlitwy, gdzie odbywają się niewielkie nabożeństwa, zwłaszcza podczas wspomnienia św. Dymitriosa. Z zewnątrz zdobią ją piękne, acz zniszczone stare freski, do wnętrza nie udało nam się zajrzeć.

W Dion rzuciliśmy okiem przez płot na tutejszy kompleks archeologiczny. Jest ogromny, a za chwilę już zamykają, może innym razem go zwiedzimy. Jest to jedno z najważniejszych stanowisk archeologicznych w Grecji, położone u podnóża masywu Olimpu. Dion był starożytnym miastem macedońskim, ściśle związanym z kultem Zeusa Olimpijskiego oraz z dynastią Argeadów, w tym z Filipem II i Aleksandrem Wielkim. Świątynia Zeusa Olimpijskiego stanowiła centralny punkt religijny starożytnego Dion, gdzie odbywały się uroczystości, festiwale i igrzyska ku czci Zeusa. To właśnie tu Macedończycy celebrowali zwycięstwa militarne i składali ofiary, prosząc o pomyślność przed kampaniami wojennymi. Świątynia Izydy to jeden z najlepiej zachowanych kompleksów sakralnych, świadczący o silnym kultowym wpływie Egiptu w epoce hellenistycznej i rzymskiej. Na terenie sanktuarium znajdują się pozostałości ołtarzy, pomieszczeń rytualnych i basenów kultowych. W mieście funkcjonowały dwa teatry: wcześniejszy hellenistyczny oraz późniejszy, większy teatr rzymski. Oba służyły nie tylko przedstawieniom dramatycznym, lecz także wydarzeniom publicznym i politycznym. Zachowane łaźnie rzymskie pokazują, jak rozwinięte było życie miejskie w Dion. Układ pomieszczeń – frigidarium, tepidarium i caldarium – stanowi charakterystyczny przykład zaawansowanej rzymskiej infrastruktury. Obecność dużej bazyliki potwierdza ciągłość osadnictwa i zmianę funkcji religijnej obszaru w okresie późnoantycznym, kiedy miasto stało się ośrodkiem chrześcijańskim. Widoczne są pozostałości murów miejskich, ulic z rzymskimi chodnikami i domów mieszkalnych, pozwalające odtworzyć układ przestrzenny miasta. Znaleziska archeologiczne wykazują wysoki standard życia mieszkańców, w tym rozwinięte systemy kanalizacyjne.

Jedziemy znowu na zbocza Olimpu zobaczyć dwa wodospady. Pierwszy to Wodospad Orlias tworzy on serię turkusowych oczek wodnych i niewielkich kaskad. Wodospady znajdują się w wąwozie Orlias, którym spływa potok Orlias.

Druga kaskada, to Wodospad Afrodyty. Jego strumień spada z wysokości około 38 metrów tworząc widokowe jezioro u podnóża.

Przy wodospadach zerknęliśmy też na kaplicę zwanę Αγιος Κωνσταντίνος, czyli św. Konstantyna. Kaplica pełni rolę miejsca odpoczynku i modlitwy dla turystów oraz pielgrzymów przemierzających górskie szlaki Olimpu.

Jedziemy teraz już dosyć wysoko, 20 kilometrów serpentyn i Olimp jest już na wyciągnięcie ręki. Po drodze stajemy na punkcie widokowym na wąwóz, którym jutro podążymy do miejsca zwanego Łaźnią Zeusa. Z pod kół umyka dziczyzna 😉

Docieramy do dzisiejszego celu – czyli Monaster Świętego Dionizego na Olimpie. Został założony w drugiej połowie XIV wieku przez św. Dionizego z Olimpu, zakonnika i ascetę, który poszukiwał odosobnienia w trudno dostępnych górach. Pierwotny klasztor powstał w malowniczym i surowym wąwozie rzeki Enipeas, w otoczeniu stromych zboczy i gęstych lasów. Ze względu na położenie był wielokrotnie niszczony zarówno przez siły natury, jak i wrogów – szczególnie podczas II wojny światowej.

Przy klasztorze spotkaliśmy sympatyczną parę z Danii, chwile porozmawialiśmy. Powiedzieliśmy, że podoba nam się Dania, że już byliśmy i być może będziemy drugi raz latem i dostaliśmy kalendarz z duńskimi widoczkami 🙂

Przy klasztorze zostajemy już na nocleg, w wąwozie kończy się dzień, tylko szczyty gór oświetla jeszcze słońce, a Olimp jest pod śnieżną pierzyną. Dziś stoimy na wysokości 872 metry, więc wieczór nie jest za ciepły, jest tylko 9 stopni, nad ranem będzie pewnie zimniej. Jutro mamy tu jeszcze do zobaczenia grotę z kaplicą i dwa wodospady.

Jak wiecie Olimp zamieszkiwali greccy bogowie, na szczęście Zeus jest dla nas łaskawy i ciska piorunami, za to Atena i Apollo czują się tu jak u siebie w domu i brykają po murach monastyru.

Na taki chłodek dobrze nam zrobi zupa krem z pora 🙂

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.