Rano opuściliśmy Góry Gutâi. W Baia Mare uzupełniliśmy zapasy i obraliśmy kierunek na Góry Lăpuș. Jest to masyw z kilkoma szczytami przekraczającymi 1200-1300 metrów. Część szczytów jest zalesiona, a część to widokowe pastwiska. Góry Lăpuș są mniej znane niż inne rejony Karpat, co czyni je idealnym miejscem dla osób szukających ciszy.
Biserica de piatră Sf. Nicolae w Berința, to pierwszy nasz punkt dnia. Tutejsza cerkiew św. Mikołaja pochodzi z XVIII w.


W wiosce Copalnic-Mănăștur zachował się cmentarz żydowski. Pierwsi Żydzi przybyli do gminy Copalnic-Mănăștur na początku XIX wieku z obszaru Galicji. Pierwszą synagogę zbudowali dopiero w 1867 r. Społeczność żydowska nie przekroczyła 350 osób na 1200 mieszkańców w spisie z 1930 r. Większość Żydów w społeczności miała jidysz jako swój język ojczysty. Żydzi z gminy zajmowali się rolnictwem i z czasem otwierali małe firmy w różnych dziedzinach. Abrahám Roth był listonoszem i policjantem w gminie, Farkas Slomo był właścicielem ziemskim w Făurești, Lax Jákov był hodowcą bydła w Mănăștur. Pierwszym rabinem gminy był Jekutiél Schwarz, po jego śmierci w 1896 r. jego syn, Benjámin Zeév Schwarz, zastąpił go na stanowisku rabina gminy. Ostatnim rabinem małej gminy był Hájim Fisch. Rok 1944 oznaczał koniec tej pięknej społeczności. Żydzi z Copalnic-Mănăștur zostali deportowani i zdecydowana większość z nich nie przeżyła Holokaustu. Dziś jedynym śladem po nich jest stary kirkut.








Kolejny kirkut napotykamy w wiosce Cernești. Cmentarz trudno odnaleźć jest zarośnięty i zaniedbany. Zachowało się na nim całkiem sporo macew.










Góry Lăpuș to w większości obszary pasterskie, grzechem byłoby nie zaopatrzyć się tu w sery.




Drewniana cerkiew w Rogoz, to perełka wpisana na listę UNESCO. Ja już tu byłem, ale Kasia nie, więc zajechaliśmy i tu. W zasadzie są tu dwie drewniane świątynie, ale tylko jedna znalazła się naliscie dziedzictwa. Drewniany kościół w Rogoz, poświęcony świętym Archaniołom Michałowi i Gabrielowi, został zbudowany w 1633 roku, po najeździe Tatarów, po którym istniejące miejsce kultu zostało spalone przez najeźdźców. Do kościoła można dostać się przez bogato zdobione drzwi na południowej ścianie. Malowidła we wnętrzu pochodzą z 1785 r. Miejsce kultu zostało wpisane na listę dziedzictwa UNESCO w grudniu 1999 roku. Obok w starym drewnianym domu znajduje się izba pamięci.




















Przerwa na uzupełnienie wody. Jest tak sucho, że źródło ledwo ciurkało, wiec nabieranie wody chwilę potrwało. Rumunia obfituje w wody mineralne i termalne, które wykorzystywane są w uzdrowiskach i do produkcji wód butelkowanych. Wiele z nich ma właściwości lecznicze, szczególnie wody siarkowe i wodorowęglanowe.


Na jakieś przełęczy pierwsza przymiarka do biwaku, ale jakoś miejsce nam nie podpasowało. Nie było gdzie równo ustawić kampera, choć widoki były zacne. Jedziemy więc dalej, mimo że upał daje się nam we znaki i nie chce się za bardzo zwiedzać.


Mănăstirea Rohia jest prawosławnym miejscem kultu w okręgu Maramureș. Budowę klasztoru poświęconego „Świętej Annie” rozpoczęto w 1923 r., a założycielski ksiądz Nicolae Gherman zbudował go ku pamięci swojej córki, którą stracił, gdy dziecko miało zaledwie 10 lat. Początkowo kościół miał skromne wymiary, ale w 1996 r. rozpoczęto budowę nowego, imponującego kościoła. Miejsce ma kształt krzyża i pojedynczą kopułę, która wyróżnia się elementami mołdawskimi. Jednak 48-metrowa wysokość kościoła jest specyficzna dla architektury Maramureszu. W kaplicy klasztoru znajduje się ikona, o której mówi się, że jest cudowna.





























W Boiereni rzucamy okiem na dwie drewniane cerkwie, jedna jest dosyć łatwa do namierzenia, druga nieużytkowana zarosła krzakami i dojście do niej stanowiło wyzwanie. Świątynia pw św Mikołaja pochodzi z XVIII wieku. Kościół został podarowany przez wiernych z Suciu de Jos tym z Boiereni. Został przeniesiony do obecnej lokalizacji, zwanej „Dealul Cârții” w 1810 roku.




Druga cerkiew w wiosce pochodzi z 1782 roku. Wewnątrz kościół jest otynkowany do poziomu ścian, a sklepienie jest pomalowane. Malowidło ogranicza się do scen na drzwiach cesarskich i diakońskich.




Na przełęczy, na granicy okręgu Maramuresz i Kluż trafiło się nam nawet fajne miejsce na biwak. Co prawda bez cienia, ale rozłożyliśmy markizę i jakoś dajemy radę. Pomaga przetrwać trochę wiaterek, który daje trochę chłodu. W końcu też przyszła pora na rumuńskiego arbuza.








Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
