Po wczorajszej imprezie tylko nieliczni mogli podziwiać wschód słońca, tak naprawdę tylko Mariusz, ja i konie. Kiedy wstałem o 4 rano, na imprezowym placu boju były jeszcze trzy osoby, nie będę wymieniał 😉





Gdy już towarzystwo wstało, Sylwia zrobiła pyszną jajecznicę dla wszystkich. Zabrakło Aleksa, który zawsze serwował nam jajka sadzone na boczku. Po śniadaniu kawa i Joli sernik z Podhala. Kasia odgrzała nasz bigos na drugie śniadanie. Potem pogaduchy i tak zleciało przedpołudnie.










Po południu przenieśliśmy się do wigwamu grillowego. Było ognisko, i różności z rusztu. Na zewnątrz praktycznie cały dzień padało, wiec plan wycieczki konnej nie wypalił. Jutro już niedziela i będzie trzeba się pożegnać z tak fajnym towarzystwem.
















Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
