Dzień 529 – Agios Nikolaos

Jedziemy dalej. Kończy się woda i jak na zawołanie z jakiejś wiosce czeka na nas kran i miejsce na zaparkowanie kampera.

W oddali widać wioskę Agios Nikolaos, zajedziemy do niej, bo jest ładnie położona, na cyplu wcinającym się w morze. Koło latarni morskiej, nawet fajny parking. Chyba tu zostaniemy, bo wioska wygląda interesująco.

To co? Idziemy na spacerek, a potem do pracy. Agios Nikolaos to urokliwa wioska położona na półwyspie Mani w regionie Lakonia w południowej części Peloponezu. Charakteryzuje się typową dla Mani architekturą kamiennych domów i wąskich, krętych uliczek, które prowadzą często do malowniczych, panoramicznych widoków na Morze Jońskie. Wioska zachowała tradycyjny charakter, a lokalne domy często mają typowe dla Mani wieże obronne, które dawniej służyły do ochrony przed napaściami.

Agios Nikolaos przyciąga turystów przede wszystkim spokojem i autentyczną atmosferą małej, greckiej wioski. W okolicy znajdują się piękne plaże, zatoczki oraz szlaki piesze wiodące przez skaliste wybrzeża i gaje oliwne. Wioska posiada także niewielkie tawerny serwujące lokalne specjały, takie jak owoce morza, świeże warzywa i tradycyjne oliwy z oliwek. Dzięki położeniu na Mani, Agios Nikolaos jest świetną bazą do poznawania zarówno historii regionu, jak i jego dzikiej, naturalnej przyrody.

Tawerny faktycznie kuszą, dobrze że jeszcze za wcześniej na obiad. Ale powoli chyba rusza tu sezon, bo coraz więcej letnich lokali się otwiera i w końcu można napić się lanego piwa, bo w zimę tylko butelkowe było.

Wioska mała, więc dosyć szybko wróciliśmy do kampera, a tam już piekarnik. Niestety na południu Grecji robi się już gorąco, czasami za gorąco. Kurcze w takich warunkach nie popracujemy, a też nie pootwieramy drzwi, bo to nie miejsce dla kotów, za dużo miejscowych, w tym jeden z poobgryzanymi uszami, więc jakiś bandyta 😉 Jedziemy dalej, by poszukać miejsca z bezpiecznym wybiegiem dla kotów 😉

Przed miasteczkiem Stoupa, skręcamy w jakiś gaj oliwny i jedziemy wąską drogą do morza. No i to był dobry skręt. Bo jest tu spokojnie, bez zabudowań, bez samochodów, tylko jakiś trakt spacerowy wzdłuż klifowego wybrzeża. Dobra zostajemy. Kotom też się podoba, tyle drzew do zaliczenia.

Kwietna łąka dostarcza mi kwiaty dla Kasi na Dzień Kobiet.

Jeszcze spacerek wzdłuż wybrzeża i można zjeść obiad i zabrać się za pracę.

Koty wróciły w ostatniej chwili, bo nagle osaczyło nas stado owiec, dla nich to kolejne zwierze, które widzą, bo do tej pory były tylko kozy 😉

Dziś nawet ładny, krwisty zachód słońca, nie zanurzy się jednak w morskich wodach, bo na przeszkodzie stanie góra, ale i tak jest dosyć efektowny.

Dzisiaj też zapada decyzja, że rozpoczynamy powolny odwrót i obieramy kierunek na Polskę. Dlaczego? W kwietniu musimy być w kraju, robi się już trochę za gorąco dla nas, tęsknimy już trochę za dobrym jedzeniem i nie chcemy potem robić jakiś długich dziennych przelotów. Czyli małymi skokami, nadal zwiedzając, obieramy azymut na północ. Pierwotnie były plany powrotu przez Albanię i Czarnogórę, ale koty nie mają miareczkowania, więc wracamy przez państwa unijne.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.