Rano udaliśmy się do miasta Saint-Brieuc. Trochę byliśmy zawiedzeni, bo na zdjęciach wyglądało dużo ciekawiej niż w realu. Może dla tego, że w sobotę, cała stara część miasta zamieniła sie w targowisko. Kurde jak tu nie kupimy ogórków gruntowych, to gdzie.

I dupa, ogórków nie było, czereśnie po 15€ za kilogram, nawet porządnego szczypioru nie było.












Chyba najciekawszym zabytkiem Saint-Brieuc jest Cathédrale Saint-Étienne. To jeden z niewielu kościołów obronnych w Bretanii. Obecna katedra w stylu gotyckim, została zbudowana na bagnach pomiędzy XIII a XVIII wiem. Godna uwagi jest Wieża Marii, ołtarz w stylu rokoko i duże organy Cavaillé-Coll.








Robiąc zakupy w markecie w końcu znaleźliśmy ogórki gruntowe 😉

Na biwak i spacer wybraliśmy miejscowość Tournemine z plażą Tournemine i Rosaires. Pomiędzy nimi skrył się bunkier z II wojny światowej, wchodzący w skład umocnień Wału Atlantyckiego.
















Po spacerku przyszła pora na cydr, który nam tu posmakował i na obiad. Obiady raczej dwa, bo Kasia dziś zakupiła sobie mule, których ja nie jadam, więc każdy sobie dziś obiad robił sam. Mi się zatęskniło za smażoną kiełbasą z cebulą.














Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
