Poranek w Stajni Marsyl, kiedy wszyscy śpią Mariusz z Pawłem wyprowadza konie.



To już dzień pożegnań i odjazdów. Jemy wspólne śniadanie, potem kawka i ciasta. Powoli zaczynamy składać zabawki, bo pora dać odpocząć naszym gospodarzom. Ci co mogą powoli się żegnają, ale są i tacy, co ich alkomat nie puszcza 😉 Dla jednej załogi wykopki skończą się w poniedziałek 😉 Jeszcze ciepła zupka i opuszczamy gościnne progi Stajni Marsyl. Sylwia i Mariusz dziękujemy Wam za gościnę i świetną zabawę, której by nie było, gdyby nie cały skład kopaczy ziemniaków. Mamy nadzieję, że jak tylko na wiosnę wrócimy do Polski, to uda się zrobić jakieś ponowne spotkanie.







My jeszcze zatrzymujemy się przy kościele w Grębaninie, tyle się nasłuchaliśmy jaki fajny tu ksiądz 😉 Kościół niestety zamknięty więc możemy go zobaczyć tylko z zewnątrz. Został pierwotnie wzniesiony jako kaplica w 1615 roku; część tej kaplicy pełni obecnie rolę prezbiterium. W 1712 roku kaplica została rozbudowana poprzez dostawienie nawy, co było dziełem Antoniego Stoińskiego. W 1850 roku dobudowano wieżę. Od 2012 do 2023 r. kościół był zamknięty dla wiernych z powodu gruntownego remontu i dopiero 16 grudnia 2023 nastąpił powrót parafian do odrestaurowanej świątyni. Ołtarz główny pochodzi z 1629 r.; zawiera późnogotycką rzeźbę Matki Bożej z Dzieciątkiem datowaną mniej więcej na rok 1500. Ta figura jest czczona jako Matka Boża Grębanińska. Cztery ołtarze boczne: dwa wczesnobarokowe z połowy XVII wieku, dwa barokowe z około XVIII wieku. W belce tęczowej barokowy krucyfiks z drugiej połowy XVII w. Polichromia XVIII-wieczna, m.in. w prezbiterium przedstawienia apostołów, a także inne malowidła i wizerunki świętych.


Co można robić jak dwa dni padało? Oczywiście pojechać na grzyby. Jedziemy na swoje miejsce, w którym byliśmy w środę. Wtedy nie było nic. Od tej pory trochę popadało, więc mamy nadzieję, że coś może wyrosło. Po drodze mijamy lasy, a w nich sporo samochodów, ludzie chodzą, ale z pustymi koszykami. No trochę stygną nasze plany. Jednak nasze miejsce nas nie zawiodło, już po wejściu w zagajnik pierwszy maślak. Potem już poszło seryjnie. Nie jest to jeszcze to co zwykle tu zbieramy, ale na śniadanko uzbieraliśmy. Będą maślaczki z cebulką na śmietanie. Wracamy troszkę przemoczeni do kampera, bo choć nie padało, to las mokry po deszczu i padało z drzew, a trawy moczyły od dołu. No jeszcze tylko trzeba obrać maślaczki, które po deszczu są tak śliskie, że trudno je utrzymać. Impreza weekendowa chyba nas trochę zmęczyła, bo równo z kurami poszliśmy spać 😉












Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
