Poranek był rześki i wilgotny, ale na niebie widać było, że możemy dziś liczyć na trochę słońca.



Wczorajsze maślaki wylądowały na patelni i z cebulką się dusiły. Na koniec śmietana i takie śniadanko dziś zaserwowałem.



Po śniadaniu jeszcze jeden spacer na grzyby, ale kolejne zbiory pokrojone wylądowały w zamrażarce. Będą na zimę do jajecznicy 🙂 Co dalej? Siedzimy i dumamy, mamy w sumie dwa tygodnie czasu, do umówionej wizyty lekarskiej. Kiedyś dwa tygodnie, to był mega wyjazd, teraz wydaje się na tyle mało, że zastanawiamy się, czy jest sens gdzieś dalej jechać 😉 Jednak kręcąc się w jednym miejscu chyba się zanudzimy. Uwielbiamy grzyby, ale teraz jak mieszkamy w kamperze to co z nimi robić? Kilka słoiczków można zamarnować, garść ususzyć i coś zamrozić. Na ostatnią imprezę zawieźliśmy wielką torbę słoików z poprzednich lat i rozczęstowaliśmy. Sprzedawać przy drodze? 😉 Nie jednak trzeba gdzieś ruszyć dupki, gdzie? Decyzję podejmiemy przy ognisku.

Przestawiamy się 300 metrów dalej pod wiatę turystyczną, gdzie jest oficjalne miejsce na ognisko. Jak zwykle w takim miejscu syf, wiec Kasia bierze worek i sprząta, niestety tak jest coraz częściej, mam wrażenie, że z roku na rok jest gorzej 🙁 Akcja opał i rozpalanie ogniska, Kasia w tym czasie chwilę księguje, bo przyszło trochę faktur. Na rusz wjeżdża karkówka i resztę wieczoru spędzamy wpatrując się w ogień. Zapadła też decyzja, jutro ruszamy gdzieś w Sudety.













Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
