Dzień 365 – Rok mieszkania w Kamperze – 1788 dni w podróży

Dzisiaj mija równo rok odkąd zamieszkaliśmy w kamperze. Tak na całego, czyli wyprowadziliśmy się z mieszkania i wynajęliśmy je. W sumie to tak naprawdę już 1,5 roku, licząc testowy wyjazd do Francji na pół roku, ale wtedy mieliśmy jeszcze gdzie wrócić. To trochę statystyki. Razem z Kasią jesteśmy już 11 lat. W tym czasie 5 lat spędziliśmy w podróży 🙂 Początkowo spaliśmy w terenówce, potem była przyczepa i finalnie kamper. Zanim zdecydowaliśmy się zamieszkać na 100% w kamperze, to przez 10 lat odbyliśmy 1423 noclegi podczas naszych wojaży. To też bardzo dużo, bo mogliśmy sobie pozwolić na 2 tygodniowe wyjazdy prawie co miesiąc. Przez te 1788 dni udało nam się zwiedzić kawał Europy. Nie chcę liczyć ile to kosztowało, ale nie żałujemy, bo to nasza pasja i chyba najlepszy sposób na życie. Nasze zarobione pieniądze wolimy wydawać na poznawanie Europy, niż na nowy samochód, czy mieszkanie. A że od tylu wyjazdów, odwiedzonych miejsc może się poplątać w głowie, stąd pomysł na bloga, który bardziej ma być naszym pamiętnikiem. Jak go czytacie, to też nam miło 🙂 Blog powstał podczas wyjazdu do Francji 1,5 roku temu, ale w wolnych chwilach uzupełniam go o nasze wcześniejsze wyjazdy. Do bloga powstała mapa z punktami, które odwiedziliśmy, być może komuś się przyda w planowaniu wyjazdu.

A jak nasze samopoczucie po roku mieszkania w kamperze?

Nawet 3 dni temu o tym rozmawialiśmy. Były obawy, że nas to zmęczy, znudzi i zapragniemy pomieszkać jednak w normalnych warunkach. Na szczęście tak się nie stało, jest nam fajnie i jesteśmy szczęśliwi. Dziwne uczucie jest tylko rano, kiedy się budzimy i trzeba chwile pomyśleć gdzie jesteśmy 😉 Są też czasami gorsze dni, często za sprawą pogody. Jednak nasze podróże planujemy tak, by mieć komfort życia w kamperze. Czyli na zimę planujemy południe Europy, a północ zostawiamy na lato. Czyli teoretycznie 2 razy w roku jesteśmy w Polsce. Przynajmniej raz w roku musimy być, by zrobić przegląd techniczny kampera 😉

Przez te pół roku nasz domek na kółkach przeszedł całkiem sporo modyfikacji, jednak jak się mieszka na stałe, to są inne potrzeby niż jak się jedzie na pół roku. Przede wszystkim na pokładzie wylądował starlink, bo pracujemy zdalnie i potrzebujemy bardzo dużo internetu. Dodatkowo zapewnia nam rozrywkę, bo przez internet mamy polską telewizję i radio. Wyleciała mała lodówka, zastąpiła ją duża 80 litrowa i dodatkowa lodówka przenośna, która pełni funkcję zamrażarki. Mamy w niej wyroby, które ciężko kupić za granicą, więc jak nam się zatęskni np. za kaszanką, to odmrażamy i mamy polskie jedzonko. Oczywiście przed wyjazdem była przebudowa elektrowni, potężne solary i akumulatory spełniły swoje zadanie, jesteśmy samowystarczalni. Największy problem, to się pomieścić, bo do życia w kamperze potrzeba więcej wyposażenia niż na wakacje. Skrzyneczek i pojemników przerobiliśmy kilka rodzajów i pewnie to jeszcze nie koniec. Po zważeniu kampera zrezygnowaliśmy z ciężkich rowerów, którymi zbyt rzadko jeździliśmy. Może jakiś jeden lekki składak zakupimy, by można było czasem po coś podjechać, ale to już w przyszłym roku.

Jakie dalsze plany?

Jeszcze kilka dni będziemy w Polsce, a potem ruszamy w kierunku Grecji, bo tym razem tam planujemy spędzić zimę. Po drodze, chcemy powoli objechać Deltę Dunaju i Rumuńskie oraz Bułgarskie wybrzeże Morza Czarnego, więc do Grecji zawitamy gdzieś w listopadzie. Część kontynentalną mamy już trochę zjechaną, więc planujemy trochę wysp Greckich. Gdyby nam się znudziło, mamy w rezerwie prom do południowych Włoch 😉 Natomiast na lato mamy w planach Estonie i Finlandię, kto wie, może i pętelka z powrotem przez Norwegię? Zobaczymy.

A co dziś się działo? Nic szczególnego, na jutro umówiliśmy się na ognisko na Stawach Milickich, a pojutrze z następnymi znajomymi na ich rancho w Dolinie Baryczy. Opuszczamy wiec nasze miejsce grzybowe. Mamy już mały zapas na zimę, więc nie szkoda. O świcie mamy zjawiskowe niebo, ktoś jak by linijką odciął chmury i jedni mają słońce, a drudzy chmury 😉

Po śniadaniu zakupy w Miliczu i kierujemy się na naszą ulubioną miejscówkę nad stawem Gadzinowym Dużym. Zakupiliśmy ryby, więc trzeba zorganizować opał na ognisko.

Stoimy nad samym stawem, więc możemy przez okno podglądać ptaki. Czaple białe, siwe pięknie pozują do zdjęć.

Jednak pomimo słońca jest bardzo zimno, to za sprawą wiatru z północy. Siedzimy więc w kamperze i oddajemy się swojemu hobby. Kasia wyszywa, a ja buduje z kartonu czołg.

Po południu ustał trochę wiatr, więc na ruszt wjechały dorady. No tak jesteśmy w zagłębiu karpiowym, a jemy ryby morskie zamiast karpia 😉 No może dla tego, że za karpiem nie przepadamy, a dorada trochę do niego podobna 😉

I tak zleciał dzień. Jutro pojawią się goście i mamy nadzieję posiedzieć przy ognisku. Oby tak nie wiało jak dziś. Choć pod wieczór wiatr ustał i zrobiło się całkiem przyjemnie.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.