O poranku nasze chyba ostatnie wyjście na grzyby. Zapas na zimę zrobiony, więcej nie zmieścimy w kamperze. Zresztą grzyby trochę przyhamowały, zrobiły się zimne noce i widać, że już nowe nie rosną. Tak naprawdę dziś dozbieraliśmy chyba to, co wczoraj pominęliśmy. Mimo to zbiory były zadawalające.


Po powrocie trzeba było jeszcze zbiory oczyścić. Fajnie że słonko przygrzewało, więc mogliśmy działać na zewnątrz. Małe do słoików, a większe do suszenia.






Od dwóch dni, zostawiamy wywar po obgotowywanych grzybach do marynowania, szkoda by się zmarnował. Dziś na koniec dokroiliśmy do niego trochę podgrzybków, ziemniaczki i wyszła pyszna aromatyczna zupa grzybowa. Wywar był gęsty jak sos. Na koniec śmietana i jedzonko przednie.


Wieczorem trochę oddechu i odmóżdżanie, Kasia wyszywa, a ja siadam do mojej wycinanki modelarskiej.


Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
