Normalnie już o świcie bylibyśmy w lesie, ale w kamperze nie mamy piwnicy na przetwory, więc trzeba ze zbiorami trochę przystopować. Sąsiedni parking już pełen, grzybiarze ruszyli w las, a my spokojnie jemy śniadanie, pijemy kawę i po 10 dopiero wychodzimy. Wszyscy chyba tak gnali w głęboki las, że nie patrzyli pod nogi. Na drodze od parkingu znaleźliśmy aż 4 prawdziwki, a ludzi przeszło tędy ogrom.




Doszliśmy do naszych sprawdzonych zagajników podgrzybkowych. Nie zawiodły, jak już siatki zaczęły ciążyć, to odpuściliśmy, choć można było nazbierać jeszcze drugie tyle, tylko po co? No chyba, że jutro na parkingu będziemy sprzedawać 😉







O 13 wróciliśmy do kampera. Wyszło piękne słonko, więc grzyby czyściliśmy na zewnątrz. Gdy już sie z tym uporaliśmy, wypadało by coś zjeść. Grzyby już nam się przejadły, a w lodówce wątróbka kupiona wczoraj. Kasia wrzuca ją na patelnię z cebulką, a potem bierzemy się za słoikowanie i robienie wianuszków do suszenia. I tak cały dzień kręcił się wokół grzybów.










Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
