Kolejny dzień maratonu. Dzisiaj rano wjechaliśmy już do Francji. Udało się pyknąć 500 km i do Wrocławia zostało nam już 1551 km. Przez Francję bocznymi drogami nie da się pogonić, więc 500 km to dobry wynik. Chyba też dostaniemy pocztówkę z Brdo, bo na obwodnicy błysnął nam fotoradar, pytanie czy nam czy komuś obok, bo trasa trzy pasmowa i wszystkie pasy pełne, a ja bym dał sobie rękę obciąć, że jechałem przepisowo, zobaczymy.



Po drodze szybie zakupy już od razu na weekend, żeby jutro już nie tracić czasu na sklepy. I oczywiście mały zapas Rillettes, dla nas i szwagra, bo uwielbiamy ten francuski specyfik. Najlepsze jest to z pieczonego kurczaka.

Udało nam się dojechać w okolicę Pontarion i na południe od miasta stanęliśmy na biwak przed wioską La Martinèche. Fajne miejsce, nawet kot po całym dniu jazdy trochę się wybiegał. Przy dobrych wiatrach, może we wtorek dojedziemy do Wrocławia.




Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
