Jaka była radość, gdy po podgięciu wsuwek kostki stacyjki auto zaczęło normalnie odpalać. Radość nie trwała jednak długo, problem znowu powrócił. Tym razem gmeranie w kostce nie pomogło, ale podczas gmerania przy kostce poruszyłem pierścieniem immobilizera rozrusznik zadziałał. No tak, czyli problem z immobilizerem. Pierścień jest na takie niby zatrzaski, ale one już słabo trzymają i cały trochę lata. Spiąłem go trochę trytytką co raczej nie ma wpływu na działanie, ale w miarę odpala. Ale co dalej, jak padnie całkiem, to kaplica i laweta. Tak naprawdę w Hiszpanii mieliśmy być jeszcze dwa tygodnie a potem nieśpiesznie wracać. Gdyby to była połowa wyjazdu, to byśmy próbowali tutaj wymieniać immobilizer i kodować kluczyk, ale skoro to już i tak prawie koniec wojaży Hiszpańskich, podejmujemy decyzję o przyśpieszonym powrocie. Łatwiej i taniej będzie to ogarnąć już w Polsce.

Do Wrocławia mamy 2400 km, więc ładnych kilka dni jazdy, dziś postanawiamy dojechać do francuskiej granicy. Hiszpania płacze na nasz wyjazd i cały dzień pada. Wyjechaliśmy dość późno, ale i tak udało nam się przejechać 350 km i na biwak dojechaliśmy w Pireneje, prawie na samą granicę francuską. Do celu jedyne 2050 km ;). Miejsce na biwak bardzo fajne i widokowe. Wreszcie skończyły się stepy, palmy, mandarynkowe i oliwkowe sady. Zaczęły się prawdziwe lasy, świerki, buki i inne drzewa naszego klimatu. Na halach pobrzękują dzwonki wypasających się owiec. Sielanka, chętnie by tu człowiek posiedział, ale trzeba jutro jechać dalej.





















Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
