Rano na śniadanie oprócz kota Gutosława przyszedł też konik polny. Chyba popsułem kota, gdyż wstaję zawsze przed 5 i jak palę pierwszą fajkę pojawia się zaraz z nocnych wojaży Gutek, głodny okropnie. Więc od jakiegoś czasu śniadanie jada skoro świt. Obawiam się, że jak wrócą gospodarze, a my wyjedziemy, to będzie im robił pobudkę o piątej rano i domagał się jedzenia 😉

To już ostatni dzień stacjonarnie, jutro wraca Leszek, a my w końcu wsiadamy w kampera i wracamy do cygańskiego życia 🙂 Niby fajnie było posiedzieć w normalnych warunkach, ale podróż, to chyba nasz żywioł, bo już nie możemy wysiedzieć i ciagnie ku przygodzie. Ostatni dzień w domu z powodu niedzieli, to tylko odpoczynek. Trochę przed telewizorem i trochę w wodzie. Grzało dziś nieźle, ale wiał tez wiaterek, który dawał trochę ochłody.



I ostatni zachód słońca z tego miejsca 😉 Jutro nie będziemy szukać biwaku eksponowanego i widokowego, bo wieczorem będzie burzowo.


Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
