Jeszcze musieliśmy poczekać na powrót Leszka, bo Grażyna została u dzieci w Warszawie. Dojechał po 16 i przywiózł nam rybki wędzone z nad morza – dziękujemy. Przekazanie gospodarstwa i opuszczamy warunki domowe. Z Grażyną i Leszkiem spotkamy się niebawem, bo na koniec lipca, kiedy to przyjadą do nas do Rumunii, którą chcemy im pokazać.
Ruszamy w kierunku Bieszczadów, ale wyjechaliśmy dosyć późno więc mamy zaplanowany nocleg tranzytowy w Beskidzie niskim. Zresztą jutro musimy jeszcze odwiedzić wydawnictwo Ruthenus w Krośnie, gdzie zamówiliśmy okolicznościowe naklejki na Zlot Grupy Biwakowej. Rafał też ma nam przekazać kilka publikacji na nagrody zlotowe.
Na biwak zatrzymujemy się w miejscowości Folusz, na parkingu i miejscu piknikowym Magurskiego Parku Narodowego. Miejsce fajnie i stylowo przygotowane. Wiaty imitują dawne brogi, czyli miejsce przechowywania siana. To ruchome zadaszenie na czterech słupach. Dach w miarę jak ubywa siana opuszcza się i chroni je przed deszczem. W Polsce tego typu konstrukcje można już tylko zobaczyć w skansenach, ale w Rumunii, nadal są używane.
Upał jest sakramencki, więc wietrzymy kampera, by trochę się schłodził do spania. Dolina jest osłonięta, ale górą nad lasami słychać coraz mocniejsze podmuchy wiatru i pomruki burzy, która się do nas zbliża. Dociera, kiedy już szykujemy się do spania. Zaczyna lać, ale burza przechodzi gdzieś bokiem.











Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
