Kolejny piękny wschód słońca. Dziś po śniadaniu jedziemy Paralia Katerinis. Jesteśmy tu umówieni z Hristosem pod jego hotelem. Ma nam trochę pomóc z naszym problemem.


Jedziemy do Lidla zrobić większe zakupy i kupić jakieś upominki dla naszych gospodarzy. Hristos urodził się we Wrocławiu jako grecki uchodźca, ale potem wrócił do Grecji. Płynnie rozmawia po polsku, jego żona Stella również. Zresztą w swoim hotelu od lat gości Polaków. My dostajemy kawałek placu koło namiotu grillowego. Mamy dostęp do prądu i wody, więc nawet bez słońca przetrwamy walkę o skrzynie biegów. A za dwa dni prognozy obiecują załamanie pogody na co najmniej tydzień.
Z Hristosem jedziemy do warsztatu ogarniającego citroeny w jego miejscowości. Mechanik jedzie ze mną na jazdę testową i potwierdza, że to problem ze skrzynią. Mówi, że może do niej zajrzeć, ale jej naprawa w Grecji będzie kosztowała podobnie jak zakup regenerowanej w Polsce, a jak szkody są większe, to nawet drożej. Doradza, żeby jednak ściągnąć z Polski, a jak przyjdzie to nam ją wymieni.
Miałem już kilka miejsc upatrzonych na zakup skrzyni, ale w niedzielę nie było sensu dzwonić, chciałem też poczekać do spotkania z Hristosem, bo może jednak będzie jakaś inna opcja. Wracamy pod hotel i zaczynam dzwonić. Pierwsza firma, niby skrzynia jest w ofercie, ale muszą ją złożyć, co zajmie kilka dni i muszę sam ogarnąć transport. Kolejne firmy nawet nie chcą słyszeć o wysyłce do Grecji. W końcu firma z pod Poznania nie widzi problemu. Fakt skrzynia droższa niż u konkurencji, ale dostępna od ręki i wysyłka do Grecji bez problemu nawet jutro, łącznie z odbiorem starej. Jeżeli nie oddamy starej, to cena regenerowanej skrzyni idzie w górę o 2 tyś. Dogadujemy się, Kasia robi szybkie przelewy, kurier zamówiony i jutro skrzynia ma wyruszyć w podróż. Deklarowana dostawa 10 grudnia.
Pozostaje nam 10 dni czekania. Wykorzystamy to trochę na pracę, by mieć jej mniej, jak będziemy mogli ruszyć dalej w drogę. Trzeba będzie tylko zmobilizować klientów, by przysyłali szybciej faktury.





Wieczorem Hristos i Stella zapraszają nas do domu niby na kawę. Ale zamiast kawy raczymy się winem z tutejszej winnicy, a nawet wyśmienitym 20 letnim destylatem. Opowieścią nie byłoby końca, ale trzeba uciekać do kampera, żeby nie siedzieć za długo komuś na głowie. Spędzimy tu kilkanaście dni, więc jeszcze się nagadamy 🙂


Już ze spokojną głową, że wszystko załatwione możemy iść spać 🙂
Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
