Przekraczając czeską granicę, uświadomiliśmy sobie, że u naszych południowych sąsiadów nie byliśmy jakieś dwa lata. Kiedy jeszcze nie mieszkaliśmy w kamperze, to nie było miesiąca, żebyśmy na weekend nie wyskoczyli do Czech.


Zaraz za granicą miasteczko Jablunkov skusiło nas na szybki spacer. Jablunkov (po polsku dawniej Jabłonków) to niewielkie miasto w Czechach, w kraju morawsko-śląskim, położone w najdalej na wschód wysuniętej części kraju – w regionie zwanym Zaolziem, przy granicy z Polską i Słowacją. Leży w kotlinie rzeki Łomna, otoczonej malowniczymi wzgórzami i Beskidami. Pierwsze wzmianki o osadzie pochodzą z XV wieku. Miasto rozwijało się dzięki handlowi – leżało na dawnym szlaku handlowym przez przełęcz jabłonkowską, ważnym łączniku między Śląskiem, Morawami a Węgrami. Do dziś zachował się historyczny rynek z klasycystycznym ratuszem i zabytkowymi kamieniczkami i kościół Bożego Ciała z XVII wieku.. Jablunkov leży na terenie zamieszkiwanym przez Górali Śląskich i Zaolziaków, co znajduje odzwierciedlenie w folklorze, stroju, gwarze i muzyce.











Robimy czeskie zakupy, bo już się stęskniliśmy za rohlikami, sloninowymi czipsami i tycinkami. W koszyku ląduje też Svijany i morawskie wino.

Lądujemy jednak w Polsce, w Cieszynie. Mamy tu darmowy parking w samym centrum miasta, który będzie dogodny do zwiedzania, zarówno polskiego, jak i czeskiego Cieszyna.

Zaczynamy od wzgórza zamkowego. To najstarsza część miasta i jego historyczne serce. Jest malowniczo położone nad rzeką Olzą, wznosząc się na wysokość ok. 280 m n.p.m., i od wieków pełniło rolę centrum politycznego oraz obronnego regionu. Już we wczesnym średniowieczu istniał tu gród piastowski, który z czasem przekształcono w murowany zamek. W XIV–XV wieku rozbudowany przez Piastów cieszyńskich, pełnił funkcję rezydencji książęcej. Z biegiem stuleci zamek ulegał zniszczeniom (m.in. podczas wojen), a w XIX wieku Habsburgowie przebudowali część wzgórza w duchu romantycznym, tworząc park angielski. Zabytki na Wzgórzu Zamkowym to: Wieża Piastowska – gotycka wieża zamkowa z XIV wieku, ocalały fragment dawnej twierdzy. Można na nią wejść i podziwiać panoramę Cieszyna, Beskidów i okolic. Wieża Ostatecznej Obrony – fragment fortyfikacji, zachowany z dawnego zamku górnego. Pałac Habsburgów – XIX-wieczna klasycystyczna budowla, dziś mieszcząca instytucje kulturalne. I najważniejsza budowla to Rotunda św. Mikołaja i św. Wacława – romańska świątynia z XI wieku, najcenniejszy zabytek Cieszyna i jeden z najstarszych murowanych kościołów w Polsce. Widnieje na banknocie 20-złotowym.
Fajnie by było zrobić fotkę z takim banknotem, ale Kasia w portfelu ma tylko dziesiątki. Zaczyna zaczepiać ludzi pytając czy mają 20 zł. Każdy przeczy nawet nie sprawdzając i trochę dziwnie się na Nią patrząc. No na kloszarda nie wygląda, lumpiarę z pod sklepu z piwem też nie, no może trochę cygańskiej urody ma. Mówię Kasia, może pytaj się, czy ktoś ma zamienić dwie 10 złotówki na banknot 20 zł? Pomogło, od razu znalazła się osoba z 20 zł, możemy robić zdjęcia. Osoba, która nam wymieniła banknoty, nie bardzo wiedziała o co chodzi, jak jej powiedzieliśmy, że budowla przy której stoi jest na tym banknocie, to też chciała takie zdjęcie i swoją dwudziestkę od nas pożyczyła 😉




























Teraz spacer po cieszyńskiej starówce i rynku. Stare Miasto w Cieszynie to jedno z najpiękniejszych i najlepiej zachowanych historycznych centrów w Polsce, a zarazem jedno z najstarszych miast Śląska Cieszyńskiego. Jego układ urbanistyczny i zabytki pokazują ponad 1200 lat historii pogranicza polsko-czeskiego. Rynek – serce Starego Miasta, otoczony kamienicami mieszczańskimi z różnych epok (od renesansu, przez barok, po XIX wiek). Na środku stoi klasycystyczny ratusz z charakterystyczną wieżą. Stare Miasto ma gęstą sieć wąskich ulic, brukowanych kamieniem, które tworzą malowniczy klimat. Natomiast kościół św. Marii Magdaleny – dawniej gotycki, dziś w barokowej formie, przez wieki najważniejsza świątynia Cieszyna. Studnia Trzech Braci jest związana z legendą o trzech braciach (Bolku, Leszku i Cieszku), którzy mieli założyć miasto w IX wieku. Spacer po Starym Mieście to podróż przez różne epoki – od średniowiecza, przez barok, aż po austro-węgierską elegancję XIX wieku.














































Zanim przejdziemy Olzę i pójdziemy na czeskie piwo, próbujemy złoty napój z miejscowego browaru.

Kusi też Winiarnia u Czecha, jeszcze w polskim Cieszynie. Niby u Czecha, a ceny Francuskie 😉 Ale jest ciemne czeskie piwo, wiec ograniczamy się tylko do napojów. Przeglądamy kartę, są dania czeskie, ale po drugiej stronie rzeki, te same dania są 40% tańsze, dziwne, biorąc pod uwagę, że w Czechach spożywka jest droższa niż w Polsce. Piwo choć podrożało też w Czechach jest nadal jakieś 40-50% tańsze niż u nas, czy to w sklepie, czy restauracji. W markecie Svijany w promocji kosztował nas 2,20 zł. W knajpach trzeba już wydać 8 zł.



Wchodzimy w końcu na Most Przyjaźni. To niewielki, ale bardzo symboliczny most na Olzie, łączący polski Cieszyn z czeskim Českým Těšínem. Po podziale Cieszyna w 1920 roku (po sporze polsko-czeskim o Śląsk Cieszyński) Olza stała się rzeką graniczną, a istniejący tu most stał się jednym z przejść granicznych. W okresie PRL i Czechosłowacji most funkcjonował jako typowa granica – z kontrolami paszportowymi i celnymi. Po wejściu Polski i Czech do strefy Schengen (21 grudnia 2007) zniesiono kontrole graniczne i most nabrał nowego, symbolicznego znaczenia – jako miejsce swobodnego łączenia się obu części miasta.






Przy moście można zobaczyć Cieszyński Tramwaj. Był niewielkim, jednotorowym tramwajem elektrycznym kursującym w Cieszynie (ówcześnie miasto było podzielone na austriacki Cieszyn i węgierski Czeski Cieszyn). Była to jedna z najmniejszych sieci tramwajowych w Europie, funkcjonowała w latach 1911–1921. Linia o długości 1,8 km. łączyła dworzec kolejowy w Cieszynie (dziś po stronie czeskiej) z centrum miasta i Rynkiem (po stronie polskiej). Prowadziła przez Most Przyjaźni nad Olzą, który łączył oba brzegi miasta. Używano krótkich wagonów tramwajowych wyprodukowanych w Grazu (zakłady AEG Union). Były dostosowane do ostrego promienia zakrętów i stromych uliczek Cieszyna. Po I wojnie światowej, w wyniku podziału Cieszyna między Polskę i Czechosłowację (1920 r.), linia tramwajowa znalazła się w dwóch państwach. Przebiegała przez granicę, co znacznie utrudniało jej funkcjonowanie (kontrole celne, różne przepisy). Tramwaj ostatecznie zlikwidowano 2 kwietnia 1921 r., a jego rolę przejęły autobusy.



Český Těšín nie jest już tak zabytkowy jak polski, ale też zachowało się tu sporo zabudowy. Główną ulicę prowadzącą od Mostu Przyjaźni nazwaliśmy chińską dzielnicą dla Polaków. Same sklepy z alkoholem prowadzone przez Azjatów. Do 1920 roku Cieszyn i obecny Český Těšín stanowiły jedno miasto – Cieszyn. Po I wojnie światowej i rozpadzie Austro-Węgier wybuchł konflikt graniczny pomiędzy Polską a Czechosłowacją o Śląsk Cieszyński. W wyniku decyzji Rady Ambasadorów w 1920 roku rzekę Olzę ustanowiono granicą państwową – wschodnią część miasta przyznano Polsce (Cieszyn), zachodnią – Czechosłowacji (Český Těšín). Z zabytków i ciekawych miejsc można wymienić: Rynek Masaryka – centralny plac z ratuszem i secesyjną zabudową. Kościół Najświętszego Serca Jezusowego – neogotycka świątynia z przełomu XIX i XX w. Teatr Cieszyński – centrum życia kulturalnego, z zespołami wystawiającymi sztuki zarówno po czesku, jak i po polsku. Liczne kamienice w stylu eklektycznym i secesyjnym z przełomu XIX i XX wieku.




















Na obiad mieliśmy już wcześniej upatrzoną hospudkę u Jurčíka. To był dobry wybór. Zupa śmierducha, czyli cosneckowa, ale dodatkowo z serkiem ołomunieckim. Kasia na drugie polędwiczki wieprzowe w sosie pieprzowym, ja kieszeń drobiowa z trzema serami i boczkiem. Do tego placki ziemniaczane z blachy z boczkiem i cebulą. Potem już tylko piwkowanie. A jak to w Czechach bywa, zaraz wywiązała się rozmowa z miejscowymi, okazało się, że jeden z nich, to właściciel. Trochę był ciekawy jak tu trafiliśmy, bo lokal jest dosyć daleko od turystycznych ulic. Wytłumaczyliśmy mu, że zawsze staramy się szukać knajpek dla miejscowych, a nie turystów. No trochę tego piwa poszło, właściciel oprowadził nas po całym lokalu, a nawet zapleczu, a na odchodne dostaliśmy dwa kufle na pamiątkę. Potem paradowaliśmy z nimi po mieście i pewnie ludzie myśleli, że je pdwędziliśmy.









Do kampera dotarliśmy już po zmierzchu. Trzeba było go trochę przewietrzyć, bo wrześniowe słońce jeszcze go trochę nagrzało.











Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
