Mogę już ogłosić, że zaczęło się rykowisko. Wczoraj wieczorem las wypełnił się odgłosami ryczących byków, kto słyszał ten wie, jakie to fajne, szczególnie jak jesteś po zmroku w środku lasu.
Dziś mieliśmy w planach zwiedzanie Cieszyna, tego polskiego i czeskiego. Czeska hospudka i zimne piwo kusiły, ale kusił też las przy którym stoimy. Rzuciłem hasło, co robimy? Jedziemy do Cieszyna, czy zostajemy jeszcze tutaj i idziemy do lasu? Kasia długo się nie zastanawiała, idziemy do lasu. Zresztą już powoli spływają dokumenty i chciała popołudniu trochę poksiegować, a jak byśmy poszli w miasto, to było by ciężko. Śniadanie, kawa, nożyki, siatki i idziemy.

Zrobione parę ładnych kilometrów i nic, dosłownie nic. Nie liczyłem na jakieś większe zbiory, ale sądziłem, że coś się tam do jajecznicy znajdzie. Nie pamiętam kiedy ostatnio wyszedłem z lasu z pustą siatką. Kasia też zaskoczona.





Po powrocie chwila oddechu i każdy poszedł do swojego biura.



Na obiad gulasz wieprzowy i kluski śląskie. Duża zamrażarka robi robotę i można sobie szybko zrobić domowy obiadek przygotowany wcześniej.

Spacer nad potok, ładnie, tylko ktoś wywalił do niego monitor od komputera, co ludzie mają w głowach?



Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
