Oczywiście nasza robota jest najlepsza, bo możemy ją robić wszędzie, woleli byśmy już nie pracować, ale do emerytury jeszcze kilka latek.. Jest w Grecji też zajebisty zawód, to pilnowacz stanowisk archeologicznych. Przyjeżdża taki gość na 8:30, otwiera furtkę, siada w budce i o 15:30 zamyka budkę i furtkę. Dziś przez tą furtkę nikt nie przeszedł, bo ruinki przy których stoimy, nie są jakoś popularne. Śmiejemy się z Kasią ile byśmy książek przeczytali pracując tak. Bardziej stresującą pracę mają pilnowacze stanowisk płatnych, bo muszą dodatkowo sprzedać czasami bilet, co może powodować rozdrażnienie gdy akurat akcja w książce się rozkręca 😉 Dziś z Grekiem od pilnowania ruin ostro pracowaliśmy, on w budce my w kamperze. Mimo ładnej pogody postanowiliśmy ten dzień jeszcze przepracować. Niestety styczeń to najgorszy okres w księgowości. Zostajemy więc jeszcze na jeden dzień pod starożytnym sanktuarium poświęconym bogini Herze.



Koty nie miały nic przeciwko naszej decyzji i prawie cały dzień przelatały.








Do Grecji wróciło też ciepełko, dzisiaj po południu było nawet 24 stopnie w cieniu, a na słońcu nawet gorąco. Dziwnie to kontrastuje z zaśnieżonymi gdzieś w oddali szczytami.






Obiadek mamy wczorajszy, czyli gulasz wołowy, wczoraj był z kaszą, a dziś z ziemniaczkami.

Robota podgoniona, słonko zachodzi, można teraz odpocząć, a jutro już zwiedzamy.

Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
