Kolejny pogodny poranek zwiastuje ładny dzień. Dziś wrócimy z powrotem na wybrzeże i przesuniemy się kolejne 100 kilometrów na południe, jeszcze jakieś trzy dni i chyba wjedziemy do Grecji.


Pierwsze dzisiejsze ciekawe miejsce, to „Slava” Submarine Museum. Zabytkowy okręt podwodny „Slava” znajduje się w miejscowości Beloslav, nad jeziorem Beloslav Lake, około 20 km od miasta Warna. Okręt zbudowano w ZSRR w 1959 roku jako część projektu -633 („Romeo-class”). Do służby w Bułgarii wszedł w 1985 roku pod nazwą Leninski Komsomol. W 1991 roku otrzymał nazwę „Slava” („Chwała”). Ostatni okres aktywnej służby to do 2010 roku, a formalnie skreślono go ze stanu w 2011 roku. Po dekomisji jednostki, dzięki inicjatywie lokalnej społeczności i prywatnego sponsora, została przekształcona w muzeum. Długość jednostki, to około 76 m. Ma około 6-7 m szerokości, natomiast zanurzenie maksymalne to ok. 300 m. Prędkość: na powierzchni ~15.3 węzła, pod wodą ~13.2 węzła. Uzbrojenie – 6 wyrzutni torpedowych z przodu i 2 z tyłu („stern”) zgodnie z normą projektu. Załoga składała się z około 54–60 osób. Okręt jest tak połatany, że nie sądzę, że kiedy odchodził ze służby, był w dużo lepszym stanie, chyba marynarze musieli mieć niezłego stracha jak tym czymś schodzili pod wodę 😉
Obok znajduje się też Museum of Glass Beloslav (Muzeum Szkła w Beloslav), ale to nas nie zaciekawiło i sobie odpuściliśmy.















































Teraz lecimy dalej na południe, chcemy osiągnąć Przylądek Emona. Przylądek stanowi końcowy punkt głównego grzbietu górskiego Stara Planina, to tutaj góry „spotykają” morze. W geograficznym znaczeniu dzieli bułgarskie wybrzeże Morza Czarnego na część północną i południową. Klif przylądka wznosi się niemal pionowo i sięga około 60 metrów wysokości nad poziomem morza. W średniowieczu na przylądku istniała twierdza o nazwie „Forteca Emona” (Emona) – nazwa pochodzi od starożytnej nazwy gór Aemon („Aemon Mons”) odnoszącej się do Starej Planiny. Na terenie przylądka zachowały się również ruiny klasztoru oraz latarnia morska. Przylądek bywa nazywany najbardziej burzowym w Bułgarii. Dojazd tutaj, to trochę katorga, 6 kilometrów bardzo zniszczonej drogi.







Na biwak zatrzymaliśmy się koło wielkiego drewnianego szakala, dalej droga była jeszcze gorsza, bardzo wymyta, ale przejezdna, jednak chyba szkoda samochodu na dojazd pod latarnię. Z biwaku też mieliśmy fajne widoki.




Na obiad dziś polska kiełbasa z cebulką, miała być z grilla, ale wszędzie są tu tablice zabraniające używania otwartego ognia, a wokoło wszystko wysuszone na pieprz.


Pod wieczór odwiedziła nas para Bułgarów, terenówką z namiotem dachowym. Dosyć długo pogadaliśmy, bo jak się okazało, matka chłopaka pochodzi z Polski i znał nasz język komunikatywnie. Potem chwila relaksu i nowy sezon 1870 🙂


Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
