Zbieramy się z naszej miejscówki, jeszcze poranna fotka kaplicy i jedziemy do portu w Kilada, bo fajki się skończyły, znajdujemy kiosk i nałóg zabezpieczony, teraz jeszcze zakupy, bo jutro niedziela i zaczynamy zwiedzać.


Pierwszy cel, to Jaskinia Franchthi. Trasa do niej lekko karkołomna, po wielkich głazach, ale warto przejść te 1,5 kilometra. To jedno z najważniejszych stanowisk archeologicznych w Grecji i całym regionie Morza Śródziemnego. Jaskinia była nieprzerwanie użytkowana przez ludzi przez ponad 30 000 lat – od późnego paleolitu, przez mezolit i neolit, aż po wczesną epokę brązu. Czyni to ją wyjątkowym źródłem wiedzy o długofalowych zmianach w sposobie życia prehistorycznych społeczności.
Najstarsze ślady obecności człowieka pochodzą sprzed ok. 38 000–40 000 lat. Znaleziska obejmują kamienne narzędzia, kości zwierząt, muszle, a także jedne z najwcześniejszych dowodów żeglugi morskiej w regionie – m.in. obsydian z wyspy Milos, który musiał być transportowany drogą morską. Odkryto tu również najstarsze w Grecji szczątki zbóż i roślin uprawnych, co świadczy o bardzo wczesnym rozwoju rolnictwa.
W neolicie okolice jaskini stały się ważnym ośrodkiem osadniczym, a przed jej wejściem rozwinęła się otwarta osada. Z czasem, wraz ze zmianami klimatycznymi i podnoszeniem się poziomu morza, znaczenie samej jaskini malało.
Wykopaliska prowadzone głównie w latach 60. i 70. XX wieku przez Amerykańską Szkołę Studiów Klasycznych w Atenach dostarczyły ogromnej ilości danych na temat diety, migracji, technologii i relacji człowieka ze środowiskiem w prehistorii.
















Niedaleko jaskini można jeszcze zobaczyć starożytną wieżę Fournoi. To stanowisko archeologiczne obejmujące pozostałości starożytnej kamiennej wieży obronno-obserwacyjnej. Obiekt ten jest przykładem niewielkiej architektury militarnej. Wieża została wzniesiona z lokalnego kamienia, bez użycia zaprawy, co było typowe dla budowli obronnych od okresu klasycznego po hellenistyczny. Jej usytuowanie – na wzniesieniu wskazuje na funkcję strażniczą: służyła do obserwacji okolicy, kontroli szlaków komunikacyjnych lub sygnalizacji zagrożeń (np. za pomocą ognia lub dymu). Do dziś zachowały się fragmenty murów, pozwalające odtworzyć pierwotny zarys budowli i jej skalę. Choć obiekt nie należy do najbardziej monumentalnych zabytków Peloponezu, stanowi cenne świadectwo lokalnych systemów obronnych i organizacji przestrzeni w starożytnej Grecji.






Wracając jeszcze zaszliśmy do niewielkiej kaplicy świętego Jana z Lampayianna, usytuowanej na niewielkim na cyplu. Sam kościółek jest zwykle skromny architektonicznie – bielone ściany, prosta bryła i niewielkie wnętrze – co podkreśla jego charakter jako miejsca ciszy, modlitwy i lokalnej tożsamości religijnej, a nie atrakcji turystycznej w klasycznym sensie.




Teraz jedziemy do Porto Cheli, to taki letni kurort, takie miejsca nie wzbudzają naszego zainteresowania, więc jedziemy na drugą stronę zatoki, gdzie można zobaczyć dwa stanowiska archeologiczne.
Pierwsze, to stanowisko archeologiczne Halieis. Halieis było portowym polis, które rozwijało się głównie od VII do IV wieku p.n.e. Miasto miało strategiczne znaczenie handlowe i militarne dzięki doskonałemu położeniu nad morzem. W starożytności zamieszkiwali je m.in. Dryopowie, a później znalazło się pod wpływami Sparty i Argos. Część zabytków Halieis znajduje się pod wodą, co czyni to miejsce jednym z ważniejszych stanowisk archeologii podwodnej w Grecji. Badania wykazały istnienie zatopionych struktur portowych i zabudowy miejskiej, dostępnych dziś głównie dla nurków i badaczy.




Kawałek dalej od brzegu zatoki kolejne stanowisko. Akropolii Halieis. Akropol usytuowany był na niskim, ale wyraźnie dominującym wzgórzu, z którego rozciągał się widok na Zatokę Argolidzką. Dzięki temu miejsce to umożliwiało kontrolę morskich szlaków komunikacyjnych oraz ochronę portu. Umocnienia akropolu wzniesiono głównie w okresie archaicznym i klasycznym; zachowały się fragmenty murów obronnych zbudowanych z dużych, nieregularnych bloków kamiennych. Na terenie akropolu znajdowały się budowle o funkcjach administracyjnych i sakralnych. Źródła archeologiczne wskazują na istnienie sanktuariów, prawdopodobnie związanych z kultami bóstw opiekuńczych miasta i żeglarzy.



W wodach zatoki można dostrzec jeszcze jedną ciekawostkę wrak statku Porto Heli. Wrak statku spoczywa blisko brzegu, na płytkich wodach Zatoki Argolidzkiej, dzięki czemu jest dobrze widoczny z lądu i łatwo dostępny dla pływaków. Kadłub jest częściowo zanurzony, a jego metalowa konstrukcja kontrastuje z krystalicznie czystą, turkusową wodą i jasnym, kamienistym dnem. Z biegiem lat wrak stał się sztuczną rafą – porasta go roślinność morska, a wokół krążą ławice małych ryb.


W sumie w tym miejscu mieliśmy zostać na biwak, bo wydawało się w miarę sympatyczne.

Następny cel na naszej mapie, to wyspa Spetses. Siadamy do internetu i próbujemy znaleźć jakiś rozkład promów, ale informacje wyświetlają się jakieś dziwne. Mamy tylko jeden prom o 6 rano, ale z powrotem już trzy. Nauczeni, tym, że w Grecji nie można za bardzo wierzyć to co pokazuje internet, stwierdziliśmy, że podjedziemy do Kosta Port zorientować się co i jak. Na miejscu okazuje się, że promów weekend jest całkiem sporo, a na tygodniu to już rozpusta.



Jadąc tu minęliśmy spory parking z napisem 6€ za 24h, no to może tu staniemy i rano będziemy mieli prom pod nosem. Jednak dodatkowy napis głosi, że parking jest czynny do 23. No nie potrzebujemy go w nocy opuszczać, ale idziemy sprawdzić czy aby na pewno możemy tam zostać na noc. Pani twierdzi, że nie i o 23 trzeba parking opuścić. Jakoś to się nie spina z reklamą 6€/24h ;).
No to możemy wrócić tam gdzie zamierzaliśmy zostać, albo poszukać coś ciekawszego. Wybraliśmy to drugie i za wioską Tzemi, znaleźliśmy piękną miejscówkę, taka miniatura plaży Bolata w Bułgarii. Zjazd ostro stromy, ale utwardzony, więc raczej wyjedziemy do drogi 😉


















Fajnie ciepło, więc korzystamy ze słońca. Mignął mi jakiś alert pogodowy, sprawdzam, a ty na jutro ostrzegają przed gwałtownymi burzami, w prognozie faktycznie jakieś przelotne opady i burze, ale nie wyglądało to groźnie. No trochę bez sensu jutro w taką pogodę płynąć na wyspę. Mamy tu w miarę osłonięte i bezpieczne miejsce, więc jutro robimy dzień pracy, a na wyspę popłyniemy w poniedziałek, bo już ma być z powrotem piękna pogoda. W takim razie dziś możemy posiedzieć dłużej na słonku i raczyć się piwkiem. Tym bardziej, że dziś trafiłem na moje ulubione, cena trochę mnie ostudziła ale coś tam kupiliśmy na przypomnienie ulubionych smaków 😉


Trzeba coś w końcu na ruszt wrzucić w jednej Omni piecze się kurczak, a druga zapakowana boczkiem czeka na swoją kolej. Oczywiście na obiad tylko kurczak, boczek będzie do kanapek. Trafił sie ładny, chudziutki i gruby, nie mieliśmy sumienia zostawić go w sklepie.



Koty wybiegane, padły jak kawki 😉


Dziś też wpadło coś do naszego zielnika. Śniedek baldaszkowaty, który występuje naturalnie w Europie Środkowej i Południowej, w Polsce jest pospolity na południu i zachodzie kraju, ale raczej nie w styczniu 😉 Charakteryzuje się białymi, gwiazdkowatymi kwiatami o średnicy około 2 cm, które z zewnątrz są zielono pręgowane. Kwiaty te otwierają się tylko w dni słoneczne, co jest powodem jednej z jego potocznych nazw.


Lewkonia trójrożna (Matthiola tricuspidata) Jest to gatunek kwiatu dziko rosnącego, występujący naturalnie na wybrzeżach Morza Śródziemnego. Należy do rodziny kapustowatych (Brassicaceae). Jest halofitem, co oznacza, że przystosowała się do życia w środowiskach o wysokim zasoleniu, takich jak nadmorskie wydmy.



Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
