W końcu przyjemne 14 stopni i możemy odpocząć. Naprawdę po miesiącu w Rumunii i temperaturach 36-45 stopni, te 14 to wielka ulga. Napaliłem w kominku i do popołudnia każdy zajął się swoją pracą. Kasia rozłożyła biuro w kamperze, a ja pod wiatą. Trochę się nazbierało zaległości bo w rumuńskich upałach, nawet pracować się nie chciało.


Wiedzieliśmy, że będziemy mieli kuchnię polową, więc wczoraj zakupiliśmy mięsko na gulasz. Chcieliśmy wołowy, ale w małych bieszczadzkich sklepach wołowina jest ciężko dostępna, więc musimy się zadowolić wieprzowym. W piecu napalone i obiad się dusi. Potem jeszcze kasza, ogórek kiszony i zasiadamy do obiadu.




Po obiedzie wyszło słonko i już do wieczora czyste lenistwo. Kasia ma jeszcze co robić, ale jutro przyjeżdża nasz wspólnik bieszczadzki, więc ja będę z Bartkiem objeżdżał bieszczadzkich klientów, a Kasia zostanie w hotelu i będzie sobie na spokojnie księgować przez kilka dni.

To 14 stopni do południa, jak się potem okazało, to był bieszczadzki upał 😉 Choć wieczór był w miarę przyjemny, to nad ranem na zewnątrz zrobiło się 6 stopni, a w kamperze 9. Webasto poszło w ruch, no już nie pamiętam kiedy włączałem ogrzewanie w sierpniu. Narzekaliśmy na upały, to mamy porządne schłodzenie organizmów 😉

Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
