Zaczął się kolejny piękny dzień. Od rana przygrzewało słońce, choć byliśmy dosyć wysoko. Te same widoki wyglądały całkiem inaczej w porannym świetle. Towarzystwo wstało i każdy krzątał się przy swoim biwaku szykując śniadania, a potem pakując majdan. Uwielbiamy śniadania na świeżym powietrzu w takich okolicznościach.






Kiedy już wszyscy byli gotowi do drogi, ruszyliśmy górskimi płajami w kierunku wioski Râmeț. Nie było dużo do przejechania, ale za to trasa mega widokowa i ciekawa. Okolica najeżona starymi pasterskimi chatami krytymi strzechą. U nas takie widoki już tylko w skansenach.










Naszym dzisiejszym głównym celem był Wąwóz Râmeț. Jeden z fajniejszych w Rumunii. Wymaga trochę zręczności bo część trasy pokonujemy przy pomocy lin asekuracyjnych i różnego rodzaju stopni. Przy dużym stanie wody ciężko jest przejść go suchą stopą. Mimo tych wszystkich utrudnień, nie jest to trasa niebezpieczna, a błąd może kosztować tylko kąpielą w lodowatym potoku.






















W sąsiedztwie wąwozu warto też zwiedzić Mănăstirea Râmeț, czyli zabytkowy klasztor. Klasztor Râmeț to jedna z najstarszych osad klasztornych w Transylwanii. Na terenie klasztoru jest mały kościółek poświęcony źródłu uzdrawiającemu i skrywa wewnątrz wiele tajemnic. Wiadomo dokładnie, że trzecią warstwę fresków na ścianach wewnętrznych namalował Mihu z Crișul Alb w 1377 roku. Ten element sprawia, że jest to jeden z niewielu rumuńskich kamiennych kościołów datowanych być może na XIII wiek.









Gdy już zobaczyliśmy sobie klasztor, ruszyliśmy w dalszą drogę i przejechaliśmy w Góry Sureanu. Pogoda się trochę skiepściła, więc nie było szkoda zrobić dłuższy przejazd. Na biwak wybraliśmy miejsce nad Jeziorem Oașa. Gdy zajechaliśmy na miejsce deszcz przestał padać, ale było wilgotno i nie przyjemnie, więc czym prędzej rozpaliliśmy ognisko. Nie było to łatwe, bo drewno było bardzo mokre, ale przy pomocy palnika gazowego się udało.





Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
