Tak jak postanowiliśmy wczoraj, dziś obraliśmy kierunek w stronę Polski. Jadąc do granicy uzupełniliśmy sobie wodę pitną, ze źródła. I chwilę później wjechaliśmy do Węgier.


To też ostatnia szansa zjeść dobrego langosza, dziś takie wypasione. Kasia z gyrosem, a ja z salami i ostrą papryką.



Najedzenie uśpiło moją czujność, chwila nieuwagi i cyk 13 000 forintów w plecy za przekroczenie o 15 km.

Słowacja i przystanek na zrobienie kawy przy kamiennym moście, to most svätého Gottharda. Most znajduje się w pobliżu wsi Leles w południowo-wschodniej Słowacji, w kraju koszyckim. Został zbudowany w XIV wieku, prawdopodobnie przez zakon kanoników regularnych św. Augustyna, którzy mieli w Leles swój klasztor. W całości wykonany z kamienia, co świadczy o jego trwałości i kunszcie średniowiecznych budowniczych. Pełnił ważną funkcję komunikacyjną na trakcie handlowym i pielgrzymkowym między Węgrami a Polską. Jest to najstarszy zachowany kamienny most na Słowacji, który nadal ma oryginalną strukturę.







Po szesnastej wjechaliśmy do Polski w Bieszczadach. Zakupy w Komańczy i przez Przełęcz Żebrak docieramy do Jabłonek. Zmęczeni, ale w końcu chłodno i przyjemnie. Jutro sobie tu zostajemy odpocząć, ale też i popracować.




Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
