Poranek zapowiadał pogodny dzień, ale jak się potem okazało, spora część dnia była taka trochę dziwna. Ciepło 17 stopni, ale słońce jak by przez mgłę i tylko czasami świeciło z całą mocą. Wczoraj rozważaliśmy dzień lenistwa z zamiarem siedzenia na miejscu, jednak rano już nas dupki świerzbiły, by jednak gdzieś się ruszyć.


Na początek wybraliśmy się przylądek z punktem widokowym Mirador del Cabo Peñes. Przy okazji mogliśmy zobaczyć latarnię morską Faro de Cabo Peñas. Leży ona 100 metrów od poziomu morza i około 60 metrów od klifu. Działa od 1852 r., zelektryfikowano ją w 1946 r. W 1951 r. zainstalowano syrenę, wymienioną w 1977 r. W 1956 r. zainstalowano radiolatarnię, a w 2003 r. stację Dgps. Jest to jedna z niewielu latarni morskich w Hiszpanii, która wciąż ma latarnika, a zawód ten jest na skraju wyginięcia z powodu automatyzacji prawie wszystkich latarni morskich na świecie. Latarnia posiada trzy obrotowe latarnie, które służą do wykrywania statków i prędkości wiatru. Budynek ma plan kwadratu i posiada trzy kondygnacje. Ścięta piramidalna wieża przymocowana do północnego gzymsu budynku. Obecnie na parterze budynku mieści się muzeum o tematyce morskiej. Na przylądku wytyczono kilka punktów widokowych, do których prowadzi wygodna kładka.






























Zajechaliśmy też na Playa de Verdicio. Plaża wyróżnia się przede wszystkim silnymi falami, które rozbijają się o brzeg oraz pięknem otoczenia, z roślinnością wydmową i grubym, złotym piaskiem. Ale oprócz tego Verdicio zasługuje na uwagę ze względu na miejsca z dolnego paleolitu o znaczeniu transcendentalnym. Jest częścią Chronionego Krajobrazu Cabo Peñas.




Faro de Avilés zwana także latarnią morską San Juan, znajduje się na wschodnim brzegu wejścia do ujścia rzeki Avilés. Jej budowę rozpoczęto w 1861 roku, po zakupie gruntu przez Radę Miejską Avilés. Początkowo planowano jego lokalizację w Punta de la Horcada, tak aby statki mogły wykorzystywać je jako latarnię przybrzeżną łączącą się z latarnią morską Cabo Peñas i mieć wystarczająco dużo czasu na przygotowanie wejścia do portu. Miejsce to uznano jednak za nadmiernie narażone na burze i jako ostateczną lokalizację wybrano obecną. Wieża ma kształt ściętej piramidy i jest przymocowana do północnej ściany budynku. W 1863 roku zaświeciła się stałym, czerwonym światłem o zasięgu 10 mil , wytwarzanym przez lampę na oliwę , którą w 1882 roku zastąpiono lampą naftową . Następnie przymocowano zestaw obrotowych ekranów oraz bęben dioptryczny z ekranem z czerwonego szkła. W 1940 roku została zelektryfikowana, a w 1944 roku wyposażona w syrenę elektromagnetyczną zamontowaną na szczycie wieży. W 1957 roku zainstalowano latarnię lotniczo-morską i wyremontowano instalację oświetleniową, zachowując oryginalny wygląd.



Ostatnim punktem dnia był Przylądek Vidrias. Można tu pospacerować po widokowych klifach, z których widać ogromną plażę i wyspę Isla La Deva. Na trasie utworzono kilka punktów widokowych, z których można bezpiecznie podziwiać ogromne przepaście klifów.



















Na przylądku zostaliśmy też na biwak. Wczoraj zakupiliśmy dwa ogromne pierogi z farszem, jeden z nadzieniem z kurczaka, drugi z tuńczykiem. Dziś wylądowały w piekarniku, a potem na talerzach. Wypadły dobrze, więc jeszcze kiedyś je zakupimy. I tak opękaliśmy obiad dwoma pierogami, po sztuce na głowę 😉





Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
