Tak jak wczoraj dumaliśmy, tak dziś wprowadziliśmy to w życie, zostajemy jeszcze jeden dzień. To będzie nasz najdłuższy postój w jednym miejscu, nie licząc oczekiwania w Grecji na skrzynie biegów. Mamy tu wodę, jesteśmy już sami, za oknem słońce, czas przetestować nową pralkę, której do tej pory nie mieliśmy okazji sprawdzić.
Jesteśmy mile zaskoczeni, robi naprawdę robotę i nawet białe rzeczy ładnie doprała. W sumie ogarnęliśmy 6 prań, bo jeden wkład to tylko 3 kg. Lepiej więc robić to częściej. Jedyna wada, to wirówka, która nie ma w tej postaci sensu, powinno się to nazywać odsączarka, bo z wirowaniem nie ma nic wspólnego. Lepiej wykręcić trochę pranie niż się bawić w wirowanie. A pranie na słonku i lekkim wietrzyku wyschło raz dwa. Uważamy ten zakup za udany, jedynie ogranicza nas woda bo jedno pranie i dwa płukania to jakieś 30 litrów.




Pranie zrobione, to jeszcze małe porządki. Trochę zrobiliśmy reorganizację wszystkiego i zrobiło się pod łóżkiem luźniej, na tyle, że stanęła sobie tam pralka która będzie też koszem na bródki.

Podczas porządków w ręce wpadły suszone maślaki, więc robimy przerwę na zupkę grzybową.


Kończymy sprzątanie, teraz można jeszcze ogarnąć resztę obiadu. Z weekendu zostało jeszcze trochę boczku, więc odpalam grilla i zupę utrwalamy boczkiem.



Teraz trochę pracy a potem już odpoczynek. Choć dziś nawet robiąc czynności gospodarskie, też jakoś odpoczęliśmy po tylodniowej imprezie. Jutro już na pewno jedziemy dalej, choć pogoda ma się trochę skiepścić, ale może uda się coś zobaczyć.

Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
