To było ciężkie kilka dni 😉 choć zabawa była przednia. Szybkie tosty z ogniska na śniadanie i zaraz było trzeba się chować do cienia. Gdy tu przyjechaliśmy przed majówką, chodziłem w czapce i kurtce, a teraz olbrzymi skok na klimat letni.


Niedziela to czas pożegnań i powrotów. Powoli towarzystwo się wykruszało. Najdłużej na placu boju została Agnieszka z Mariuszem. Mariusz zaserwował nam jeszcze obiadek z grilla. Inni też już odjechali z pola, wiec mogliśmy w końcu wypuścić koty. Chyba były spragnione wolności, bo Apollo wrócił dopiero po 22.


Aż nastała cisza i zostaliśmy sami, normalnie aż w uszach dzwoniło od tej ciszy. Cieszymy się tym stanem nad brzegiem Drwęcy. Zastanawiamy się też co dalej. A może by tak zostać jeszcze tu na poniedziałek i odpocząć po tej majówce? Zobaczymy rano.





Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
