Ruszyliśmy dalej wybrzeżem. Bardzo ciekawym miejscem jakie odwiedziliśmy jako pierwsze było Thermes gallo-romains du Hogolo. Znajdujące się przy Corniche de l’Armorique w Plestin-les-Grèves pozostałości Hogolo są niezwykłym świadectwem obecności galijsko-rzymskiej w Bretanii. Prawdziwa żywa książka historyczna, która pozwala śledzić codzienną drogę Rzymian w ich ablucje. Oprócz walorów historycznych, miejsce to oferuje piękny widok na zatokę Locquirec, gdzie kończy się rzeka Douron.












Trasa wiodąca klifami dostarcza nam fajnych widoków, czasami trzeba by się zatrzymywać co chwilę, ale powoli stajemy się odporni i podziwiamy i chłoniemy to wszystko jadąc.. Wybrzeże Bretanii jest całe poszarpane i urozmaicone. Albo widokowe klify, albo mniejsze i większe plaże, wioski rybackie lub nadmorskie kurorty.








W wiosce Kéroriou zrobiliśmy sobie wycieczkę do ciekawego młyna z ogromnym i działającym kołem wodnym. Moulin de Trobodec, to młyn mączny z XVII w., który działał do 1950 r. Odrestaurowany przez gminę, jest własnością Conservatoire du Littoral. Niezwykły ze względu na koło czerpakowe o średnicy 5 metrów.






Powoli rozglądaliśmy się też za miejscem na biwak. Zbliża się 20, więc jest już co robić w księgowości. Trafiło się miejsce łał, M1 z fajnym widokiem. No dobra zostajemy.





Kiedy w połowie strzyżenia maszynka się rozładuje 😉

Niestety sielanka się skończyła, po obiedzie zaczęło padać. Wyjazd z tego miejsca dosyć pod górę, drogą gruntową. Nie ma co ryzykować, tym bardziej, że ma padać aż do jutrzejszego południa. Spadamy stąd, bo będzie daleko po traktor 😉 Kolejne miejsca już cywilizowane, ale z czaderskim widokiem.



Z poprzedniego miejsca zabraliśmy sporo much. Na lep złapało się kilkanaście i jeden kot 😉

Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
