Czekaliśmy na ten dzień bardzo długo. Miesiące przygotowań, a i tak wiele spraw wynikło na ostatnią chwilę. Kasia jeszcze rano kończyła ostatnie PITy, a ja znosiłem spakowane bambetle do kampera. Kurde, gdzie to wszystko wejdzie? Jeszcze Rowery, ile będziemy ważyć, o tym starałem się nie myśleć. Już prawie mamy wychodzić z domy, ale weterynarz, zapomnieliśmy iść po krople na kleszcze i robaki dla kota. Lecę więc po kropelki, kupuję dwa opakowania, bo jak przedłużymy wyjazd, to będzie trzeba szukać we Francji.

Chyba już wszystko, możemy ruszać. We Wrocławiu piękna pogoda, świeci słońce, jest ciepło, jesteśmy ubrani na krótki rękawek, już marzy nam się pierwszy biwak i siedzenie na słonku. Jednak z każdym kilometrem coraz bardziej wieje, zaczyna padać i na zewnątrz robią się 4 stopnie, więc biwak z grillem nie wypali. Jedziemy w kierunku granicy niemieckiej i tak sobie myślę i mówię do Kasi, jak to fajnie, że nie będziemy musieli robić zakupów przed świętami w Polsce, kiedy to już tydzień wcześniej zaczyna się przysłowiowa walka o karpia. Pani w Żabce nie będzie się pytała codziennie, czy mam aplikację 😉 Jeszcze to uczucie, że pierwszy raz jedziemy i nie musimy wracać za dwa tygodnie.

Dojeżdżamy do granicy niemieckiej, nadal wjazd do Niemiec jest z kontrolą graniczną. Na szczęście nie ma dużej kolejki, stoimy może 15 minut i już jesteśmy po drugiej stronie.

Na dziś zaplanowane mamy jeszcze kilka atrakcji po drodze. Pierwsza, to zamek na wodzie. Zamek zbudowano w miejscowości Döbschütz, we wschodniej Saksonii. Miało to miejsce prawdopodobnie w XII wieku. Wasserschloß Döbschütz uważany jest za najstarszy zamek na Górnych Łużycach i jest rodową siedzibą szlacheckiego rodu Debschitzów.





Kolejnym punktem jest Schloss Krobnitz. Zbudowany w XIX wieku był rezydencją pruskiego ministra wojny Albrechta von Roona. Przez okres NRD cały majątek cierpiał z powodu zaniedbań. W 2000 r. został kupiony przez lokalną gminę i w latach 2003–2005 został odnowiony. Obecnie mieści się w nim muzeum ze stałą ekspozycją dotyczącą życia Albrechta von Roona, a także biura Schlesisch- Oberlausitzer Museumsverbund, stowarzyszenie muzeów działających na terenie.




Zabytkowy wiadukt Wuischke miał być ostatnim punktem dnia, bo planowaliśmy przy nim biwak. Jednak łąki w pobliżu były zbyt grząskie by wjechać na nie ciężkim kamperem, do tego jeszcze zniechęcało sąsiedztwo autostrady. Ograniczyliśmy się więc jednak tylko do zobaczenia budowli. Wiadukt występuje też pod nazwą Gröditz. Przeprawa kolejowa jest wykonana z betonu i ma 11 łuków. Długość wynosi 169,9 m, a wysokość to 18,5 m. Promień łuku wynosi 500 m. Został zbudowany w latach 1902 – 1903 przez AG für Beton- und Monierbau Dresden. Na krótko przed zakończeniem wojny, w maju 1945 roku, został częściowo wysadzony w powietrze.
Po wojnie został odbudowany, ale obecnie nie jest już użytkowany.





Biwak znaleźliśmy koło wioski Kotitz, na grobli, pomiędzy stawami. Ładna widokowa polanka, czego chcieć więcej. Parchatka zaliczyła swój pierwszy spacer, penetrując okoliczne chaszcze, a my odpoczywaliśmy w kamperze, bo na zewnątrz nie było zbyt ciepło.







Już po zmroku dojechała do nas Beata z mężem Sztefanem i ich synem. Mieszkają w Niemczech i właśnie nasze drogi się mijały, bo podążają do Polski. Spędziliśmy miły wieczór i w końcu się poznaliśmy w realu, bo do tej pory rozmawialiśmy tylko na Facebooku. Zaserwowaliśmy im polski bigos Kasi, choć dla Sztefna nie była to nowość, bo Beata serwuje mu polskie potrawy.


Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
